Showing posts with label Weleda. Show all posts
Showing posts with label Weleda. Show all posts

Saturday, October 22, 2011

Sezon polowań na wyprzedaże uważam za... zamknięty

Mały bonus (znalezione na internecie) dla ukojenia nerwów ;)




Kilka fotek tego, co udało mi się upolować: (wiem, że tego na topie jest używanie słowa haul, ale jakoś wybitnie nie mogę go zdzierżyć. Może dlatego, że ten blog miał mi odrobinę pomóc czasami mieć więcej kontaktu z ludźmi i kulturą polską, a haul mnie tak okropnie, tak strasznie gryzie w oczy. Oczywiście można się czepiać, że na przykład design mnie już tak nie gryzie, ale co poradzić - jam tylko człowiek ;):

Na początek krem do twarzy:



Tak wygląda opakowanie:



A tak skład:



A to mój krem do rąk (nawet udało mi się dorwać zapach grantu):



Opakowanie:




I skład:



Ceny produktów były śmiesznie niskie na promocji (jak już wspominałam, 3,50$ zamiast 12,50$ i 7$ zamiast 27$ czy jakoś tak), a ja od dawna chciałam wypróbowac coś tej firmy. Weleda i inne niemieckie marki są jednak w Stanach droższe niż w Europie i zdecydowanie nie chciałam ich kupować za oferowaną cenę, tym bardziej, że dużą pojemnością to one nie grzeszą. Ale przy takich cenach to... czemu nie. Pierwsze wrażenia nie są jednak u mnie przepojone euforią: zapachów nie mogę uznać za wybitnie udane. No cóż, mam nadzieję, że działanie wynagrodzi mi moje rozczarowanie w tej kwestii ;) Co uważam za bardzo udane u tej marki to projekty ich opakowań. Kolory są ładne, przykuwające uwagę, aż zmuszają mnie do myślenia łagodna pielęgnacja. Opakowanie różanego kremu ma bardzo ładny odcień różu (którego de facto jako koloru nie lubię, ale tu mi się bardzo podoba). Tak więc projekty kartoników - super, może samych tubek odrobinę mniej,a le i tak na plus.

Od pewnego czasu cierpię na chroniczny sydrom wyprzedaży. Nie to, żeby to było coś niebezpiecznego, nie jestem uzależniona ani nie mam fioła na tym punkcie, ale niepokojące jest to, że mam wrażenie, że od tego oszczędzam pieniądze Sydrom ten pojawił się od niedawna, mniej więcej od czasu kiedy zaczęłam żyć na własnym (no i męża, ale bez ciagnięcia z czyjegoś portfela) garnuszku, a spotęgował się zdecydowanie tu, w Stanach. Bo w stanach wyprzedaż czy też obniżka jest naturalnym stanem rzeczy i jak nie ta, to będzie inna.
Co mnie zastanawia to to niewyjaśnione uczucie euforii po dokonaniu zakupu na wyprzedaży Prawda jest jednak taka, że stan ten wcale nie musi utrzymywać się na długo - i zazwyczaj utrzymuje się do zobaczenia stanu portfela ;)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...