Showing posts with label DIY. Show all posts
Showing posts with label DIY. Show all posts

Wednesday, May 16, 2012

Ukręcanie własnych cieni - podejście pierwsze

.... i niezbyt udane ;) Chociaż ja osobiście nie narzekam, bo lubię cienie delikatne, których prawie nie widać.

Ale po kolei. Mówiłam Wam chyba w ostatniej notce, że łażąc po blogach daję się im inspirować. Hmm, w sumie to nie wiem czy to inspiracją należy nazwać czy po prostu brakiem własnego zdania, bo co rusz wpadam na nowy pomysł. Tak czy siak, ponieważ jestem stałą bywalczynią bloga Italiany (pozdrawiam Cię Italiano! :*), dałam się jej ostatnio nakręcić na własnoręcznie kręcone kosmetyki kolorowe. Tu jednak taki mały klops, ponieważ Italiana pokazywała nam jak kręcić własne  błyszczyki (od tego się zaczęło) i na te oto właśnie błyszczyki nabrałam dzikiej, zwierzęcej ochoty. Niestety fundusze nie pozwoliły mi na zakup wszystkiego, czego potrzebowałam do skombinowania jakiegoś fajnego błyszczyka, w związku z tym postanowiłam wreszcie zrobić użytek z posiadanych przeze mnie pigmentów firmy TKB Trading, o których pisałam TUTAJ. Od razu pragnę zaznaczyć, że w kwestii kręcenia zielona jestem jak mój szczypiorek na wiosnę, więc zabierałam się do tego bardzo niezdarnie i bardzo nieprofesjonalnie. Moim drugim wrogiem była wrodzona niecierpliwość i chroniczna, chorobliwa wręcz niechęć do odmierzania (nie pytajcie mnie skąd się to wzięło, jest to problem głęboko zakorzeniony w moim dzieciństwie..... :>)

Tak czy siak postanowiłam, że:

a) spróbuję z tymi cieniami własną, linusiaczkową metodą (czyli tzw. brakiem metody lub metodą 'bez ładu i składu na wariackich papierach' :D)

b) podzielę się z Wami wynikami, żeby nie było, że każdy kto zaczyna od razu robi rzeczy właściwie, dobrze i jest zadowolony z efektów :D




Tak mniej więcej wyszło. Nietrudno chyba zauważyć w jakich kolorach i odcieniach gustuję, prawda? :D



Zależało mi na kolorach jasnych, ciepłych, matowych bądź satynowych, ale nie aż tak błyszczących jak same miki. Do zrobienia cieni użyłam specjalnej bazy matowej do kupienia na stronie TKB Trading. Baza składa się z dwutlenku tytanu, białej miki i stearynianu magnezu. Duża paka takiej miki kosztuje 3$, czyli ok. 10 zł. Ogólnie baza jest super, ale zozjaśnia ciemne cienie, więc nie każdemu podpasuje.

A tu jeszcze kilka swatchy:

Cienie na bazie Kobo.

Czy jestem zadowolona z mojej pierwszej, własnoręcznie zrobionej serii? I tak i nie. Tak bardzo bałam się, żeby nie zrobić za ciemnych, zbyt napigmentowanych cieni, że chyba dodałam za dużo bazy do za małej ilości pigmentu. W sumie jestem zadowolona, bo bardzo chciałam wreszcie stworzyć kolekcję cieni niemetalicznych i delikatnych, odpowiednich do makijażu dziennego i do pracy. Jednak konsystencja cieni pozostawia trochę do życzenia, cienie niechętnie się mieszają i są dość toporne w aplikacji. Jeśli użyję ich jednak jako cieni rozświetlających po łuk brwiowy albo na całą ruchomą powiekę, a do zagłębienbia powieki użyję jakiś normalnych cieni to efekt jest taki, jaki chciałam: delikatny, dzienny, nadający mi świeży, nieprzesadzony wygląd. Ogólnie jestem zadowolona, ale nie mogę powiedzieć, żebym pobiła jakością cienie Stili albo Urban Decay, jeszcze muszę poświczyć :D

A Wy? Kręcicie coś? Macie jakieś doświadczenia bądź zabawne historyjki do opowiedzenia?

Sunday, November 20, 2011

Zrób to sama! :)

W zasadzie z robieniem kosmetyków jest mi nie zawsze po drodze - zabieram się, zabieram i jakoś nigdy nie mogę się ostatecznie zebrać - a to nie mam wystarczającej ilości składników, a to wydaje mi się drogo, a to czasu nie mam, a to trzeba coś zużyć - aleeeee dobry przepis nie jest zły!

Próbuję się pozbyć końcówek kosmetyków na okolicznośc przeprowadzki. Niestety jednak jestem takim roztrzepańcem, że stale natykam się w domu na coś otwartego a nieskończonego. Ostatnio właśnie zdałam sobie sprawę, że na półce wciąż zalega mi olejek migdałowy, a ja zupełnie nie mam pomysłu co tym razem by tu z nim zrobić. Druga sprawa to taka, że właśnie wykończyłam opakowanie mojego ukochanego, ulubionego pomarańczowego olejku myjącego z Biochemii Urody, na którego punkcie mam kompletnego fioła, ale którego nie mogę kupić w Stanach. Musiałabym go ściągać z Polski (i to przez rodzinę), a na takie operacje nie mam chwilowo ani siły ani ochoty. Dlatego, po raz kolejny sięgnęłam do głębokiego zaplecza internetowego i... eureka!

Kochani, przedstawiam Wam przepis na olejek do demakijażu (przepis pochodzi ze strony http://hungeree.com/?p=1326 i jest odpowiednio zmodyfikowany, po pierwsze ze względu na mnie samą - podmieniłam olejki, po drugie z uwagi na użycie w przepisie amerykańskich uncji). No to lecimy!

Mniej więcej wszystko, czego możecie potrzebować, znajduje się na zdjęciu poniżej:



Od lewej strony: olejek ze słodkich migdałów, pomarańczowy olejek eteryczny, hydrolat oczarowy, hydrolat różany. Jedyne, co poza tym może Wam się przydać to mała buteleczka (wskazana pojemnoiść to ok. 4 oz., czyli ok. 118 ml, ale ja zrobiłam na wszelki wypadek połowę przepisu co by nie marnować składników jeśli nie polubię gotowej mieszanki):



Przezroczysta buteleczka nie jest konieczna, ale pomaga nie zapomnieć o wstrząśnięciu przed użyciem ;)

Składniki mieszamy w proporcjach (tutaj podaję przepis zmniejszony o połowę ponieważ uważam, że dobrze jest najpierw sprawdzić czy go lubimy):

Składniki:

2 łyżki stołowe oleju ze słodkich migdałów ( w oryginalnym przepisie była oliwa z oliwek, ale ja wolę olejek ze słodkich migdałów, pozostawiam to już Waszemu uznaniu), w moim przypadku Aura Cacia
1 łyżka hydrolatu oczarowego (u mnie z BU)
1 łyżka hydrolatu różanego (też z BU)
5 kropel pomarańczowego olejku eterycznego ( w moim przypadku Aura Cacia)

Przepis:

Po prostu wlewamy do buteleczki ;)

Gotowa mieszanka wygląda tak:



A tak wygląda mieszanka w postaci wstrząśnietej:



Muszę powiedzieć, że użyłam go na razie raz, ale buzia była po nim bardzo gładka i miła w dotyku. Ale dokładniejszą relację zdam może kiedyś indziej ;) Produkt może odrobinę dziwnie pachnieć (pomarańcza plus oczar plus róża), ale nie jest to jakiś bardzo narzucający się zapach.

Sunday, October 16, 2011

TKB Trading

Słyszałyście o TKB Trading? Jest to jedek z największych sprzedawców półproduktów kosmetycznych w stanach. Sklep jest ogromny, bardzo tani i, z tego co zdołałam się zorientować, zaopatruje większość firm kosmetycznych w pigmenty służące do wyrabiania własnych cieni mineralnych.

Strona TKB trading - http://www.tkbtrading.com/

Oczywiście zaintrygowana do granic możliwości opisem producenta, postanowiłam sama sprawdzić te cudeńka i zamówiłam kilka kolorów mik kosmetycznych. Po pierwsze, próbki kosztują zaledwie 1,5$ i są OGROMNIASTE. OGROMNIASTE. Po drugie, kolory są zabójcze:

a. odcienie różu i fioletu

Od lewej: Foliage, Sparkle Rose, Winter Rose, Pearl Violet (na sucho i na mokro)
Zdjęcie w słońcu:






Zdjęcie w cieniu:



Ulubieńcem tej serii jest Foliage. Jest to swoistego rodzaju brąz z delikatnym różowawym połyskiem, bardzo ładny odcień. Natomiast niezłego zgryza dała mi Winter Rose, lawendowy błysk jest tak silny, że nadaje mice zimnego charakteru a na mojej powiece wygląda okropnie (bardzo źle wyglądam w lawendowym odcieniu). Jest to jednak niesamowicie ciekawy kolor i serdecznie polecam go osobom, które lubią duochromy. Podobnie zresztą do moje fioleciku - nie wiem czemu ubzdurałam sobie, że to będzie w miarę ciepły odcień fioletu, a ten kolor jest wręcz lodowaty ;) Ale spokojnie, nie ma te złego co by na dobre nie wyszło, zamierzm zrobić sobie lakier w takim odcieniu. Sparkle Rose jest mocnym różem o średnio ciepłym odcieniu, ale ocieplonym przez złoty błysk, który można zobaczyć w słońcu.

b. odcienie złota i moreli
Od lewej: Silken Gold, Brilliant Gold i Apricot (na sucho i na mokro); zdjęcie w słońcu



A tu zdjęcie na zewnątrz w cieniu:
Od lewej: Silken Gold, Brilliant Gold i Apricot (na sucho i na mokro)



Moim faworytem z tej serii jest Apricot, chociaż bardzo ładny odcień ma Silken Gold - jest to śliczny odcień złota, w opakowaniu biały, w zasadzie biel z pięknym złotym połyskiem.

c. odcienie rudego i brązu
Od lewej: Virgo, Blush Beige, Honey Mica (na sucho i na mokro; zdjęcie w słońcu



Virgo, Blush Beige, Honey Mica (na sucho i na mokro); zdjęcie w cieniu



Ulubiony kolor to Virgo, najwięcej problemów nastręcza mi Honey Mica, dlatego że jest ekstremalnie błyszcząca.

Wszystkie odcienie używane na mokro nabierają wyrazistości, ale też metalicznego wykończenia, które nie zawsze mi się podoba. Jednak muszę przyznać, że kolory na żywo są po prostu zachwycające i nie mogę doczekać się chwili, kiedy będę mogła wreszcie zabrać się za robienie własnych cieni (mam zamiar je zresztą prasować i złożyć swoją własną paletkę). Chwilowo jednak czas nie pozwalał.

Trzeba jednak pamiętać, że zaprezentowane tu kolory nie są cieniami, tylko MIKAMI, w związku z tym nie mogą być używane bez żadnego dodatku na oko, gdyż na pewno szybko odpadną. Można ich używać do robienia podkładów, błyszczyków, cieni, bronzerów, szminek, lakierów do paznokci, mydeł, świeczek, malowania i czego tam sobie jeszcze dusza zapragnie. Na stronie TKB Trading można też zakupić pigmenty matowe oraz wszystkie inne akcesoria niezbędne do wyrobu własnych kosmetyków. Przy każdej mice opis do czego można ją używać (np. niektóre nie mogą być używane na oczy, inne na usta itp.) oraz dokładny opis koloru, a nierzadko także swatch.

To co podoba mi się w TKB Trading to to, że na ich stronie znajduje się oficjalne oświadczenie o nietestowaniu niczego na zwierzętach z podpisem właściciela, które można sobie ściągnąć w formacie .PDF. Do tego konkurencyjne ceny i fenomenalny wybór. Jak na chwilę obecną - uwielbiam!

Saturday, October 15, 2011

Pachnące zastosowania olejku migdałowego

Zauważyłam, że doszło mi kilku nowych obserwatorów - witam was serdecznie :)


Ta notka zostanie prawdopodobnie podzielona na 3 mniejsze, ponieważ nie chcę za bardzo przynudzać, ale nie sposób opisać wszystkieco, co wiąże się z moim ostatnim zakupem, w jednej notce.

Będę robić własne kosmetyki, to więcej niż pewne ;) Jednak jak na razie muszę zużyć te, co mam, a potem mogę myśleć o nowych zakupach.... Na starym blogu pisałam jakiś czas temu (daaaawno) o olejku migdałowym Aura Cacia. Olejek uważam za bardzo przyjemną formę dbania o ciało, nie był zbyt tłusty, ładnie nawilżał. Osobiście nie lubię balsamów, zawsze mi się zdaje, że skóra jest lepka i tłusta, nie cierpię tego uczucia na skórze - natomiast olejki jakoś mi na tej skórze nie przeszkadzają. Tu jednak pojawiło się jedno małe "ale". Olejek po wmasowaniu skórę pachniał... no właśnie olejem, przez co miałam uczucie, że jestem kawalkiem mięsa, który zaraz pójdzie na ruszt ;)

Kto czyta mojego bloga nieco dłużej wie, że jestem kompletnym fanatykiem róznych zapachów, w związku z tym zapach jest od jakiegoś czasu dla mnie bardzo ważny. Postanowiłam więc wziąć sprawę olejku migdałowego w swoje ręce ;)

Oto co zakupiłam:

Olejek pomarańczowy:



Oraz Olejek grejpfrutowy:




Na początek dodałam do mojego olejku migdałowego kilka kropel olejku grejpfrutowego i kilka olejku pomarańczowego. (Zauważyłam, że lubię taką mieszankę podczas używania mojego ukochanego balsamu do ust Badger ;) Co z tego wyszło? Przepięknie pachnący balsam do ciała!

Możliwe zastosowania:

# jako olejek do masażu (mmrrrr i mniam!)
# jako balsam do ciała (dla osób lubiących uczucie, jakie dają olejki na ciele)
# do włosów - w celu ich olejowania (uwaga, olejek dość ciężko zmywa się z włosów, w porównaniu do Amli to jest to nieprzejednany wojownik)
# jako dodatek do własnoręcznie zrobionych peelingów cukrowych

Zastosowanie samych olejków eterycznych:

# do aromaterapii - znane już wszystkim podgrzewacze
# jako mgiełki do ciała - w tym celu należy rozpuścić kilka kropel olejku w wodzie
# jako dodatki zapachowe do bezzapachowych kosmetyków
# no i, oczywiście, w niezliczonych kombinacjach własnoręcznie zrobionych kosmetyków, perfum, środków czyszczących, mydłach, bambach kąpielowych itp

Najchętniej używam jednak tej mieszaniny olejku do rąk (zamiast kremu) - zauważyłam, że mycie rąk (na którego punkcie mam fioła) odrobinę mniej przesusza mi dłonie. Oczywiście olejek na rękach nie zawsze jest najbardziej wygodnym rozwiązaniem, jednak jest bardzo wygodny np. przed pójściem spać.

Róznica w cenie olejków była jednak zabójcza - olejek grejpfrutowy był ok 3 razy droższy od pomarańczowego.

Cena pomarańczowego: 3,69 $ / 15 ml
Cena grejpfrutowego: 10,79 $ / ml

Prawdę mówiąc mam wrażenie, że za nie przepłaciłam - prawdopodobnie ma to związek z faktem, że kupiłam je z nalepką firmy zamiast kupić je od normalej hurtowni sprzedającej składniki kosmetyków ;) Tak czy siak, było warto, ponieważ wrażenia po zsatosowaniu - bezcenne. Następnym razem jednak na pewno kupię je online.

Saturday, October 8, 2011

Naturalna maseczka kakaowa

Dzisiejszy przepis na wegańską maseczkę kakaową znalazłam na stronie Vegan Beauty Review. link do strony i za pozwoleniem prowadzącej bloga (na piśmie :D), zamieszczam ją tutaj. Przyznam szczerze, że wypróbowałam ją tylko raz, ale uznałam ją za bardzo interesującą ze względu na dodatek (bądź podstawowy składnik :D) kakao. Mam zamiar wypróbować ją ponownie na dniach. Jest to produkt typu kosmetyk z lodówki: możemy przygotować ją same ze zwykłych składników spożywczych. Wg przepisu ze strony, do sporządzenia maseczki potrzebne będzie:

# 1/3 cup (ok. 220 g) organicznego kakao (bądź innego kakao, w zależności od tego, czy jest to dla Was ważne)
# 3 łyżki stołowe jogurtu sojowego (dla nie - wegan wystarczy zastapić jogurt sojowy zwykłym jogurtem naturalnym)
# 3 łyżeczki syropu z agawy (jeszcze raz, jest to wersja dla wegan, dla nie - wegan agawę można zastapić miodem w płynnej postaci)
3 łyżeczki zmielonych płatków owsianych
# kilka kropel soku z cytryny (który ma działać jako naturalny konserwant)

Zacznij od wymieszania składników sypkich (kakao



i zmielonych płatków owsianych),



następnie dodaj składniki płynne bądź glutowate ;) Mieszaj do czasu uzyskania gęstej papki.



Tak przygotowaną papkę nałóż na buzię i zmyj po 10 min.

Wady i zalety maseczki:

a) zalety:
- wydaje mi się, że nadaje się do wszystkich rodzajów cery. jest delikatna, wygładza buzię, podczas zmywania zmielone płatki owsiane delikatnie masują
- w 100% naturalna (już bardziej to się chyba nie da :D) i całkowicie cruelty - free! (szczególnie w wersji wegańskiej)
- tania, większość z tych składników mamy zawsze w lodówce pod ręką - tak przygotowana pasta starcza na około 3 aplikacje
- łatwa do przygotowania, zmieszanie składników trwa 3 minuty ;)
- pięknie pachnie
- odpręża
- w ciepłe dni można dodać jogurtu z lodówki, wtedy dodatkowo ochładza

b) wady:

- nakładając ją trudno się przekonać do jej niezjedzenia :D
- może zrobić z łazienki pobojowisko podczas zmywania
- zmycie jej w ogóle może graniczyć z 'cudem nad kranem', pasta jest gęsta i chętnie pozostaje na buzi
- najlepiej nakładać ją jak nikogo nie ma w domu, mój mąż miał ubaw po pachy moim kosztem :D

Friday, September 30, 2011

Trader Joe's


Co ten wizaż zrobił z porządną kobietą, to się w głowie nie mieści no ;) Od kiedy zainteresowałam się Wizażem oraz nietestowanymi na zwierzętach kosmetykami (zmusiło mnie to do poszukiwania nowych firm i tak się wciągnęłam, że teraz mam!), mój małż uważa, że zwariowałam. M.in dlatego, że na wycieczkach pierwszą rzeczą, jaką robię, jest sprawdzenie lokalnych sklepów w poszukiwaniu naturalnych, nietestowanych kosmetyków zamiast powdziwianie lokalnych zabytków tudzież plaż.

W ten oto sposób podczas urlopu w Kalifornii wpadłam do sklepu Trader Joe's w poszukiwaniu czegoś sensownego do zmywania makijażu. I tak oto stałam się nieco skonfundowaną posiadaczką Trader Joe's Gentle Facial Cleanser, czyli delikatnego (przynajmniej tak twierdzi producent) produktu oczyszczającego do twarzy:



Nie jest to produkt w 100% naturalny w dokładnym znaczeniu tego słowa (jak ja to rozumiem), chociaż myślę, że na tle drogeryjnych kosmetyków nie wypada tak znów najgorzej, zwłaszcza jeśli zrobi się małe porównanie cenowe tego, co w miarę łatwo dostępne w Stanach (7$).

Skład: Water, Decyl Glucoside, Cocamidopropyl Hydraxysultaine, Sodium Lauroyl Sarcosinate,Glycerin, Calcium Ascorbate, Di-Steareth-75, IPDI, Polysorbate 20, Aloe Barbadensis Leaf Gel,Citrus Aurantium Dulcis, Orange Fruit Extract, Vitamin C, Citric Acid Sorbitol, Vitamin E, Benzyl Alcohol, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate Annatto, Fragrance

Jednym z problemów, jaki mam z tym płynem oczyszczającym jest to, że... pomimo iż wykończyłam całe opakowanie, nie bardzo wiem jak mam go ocenić. Zacznijmy może od plusów:

+ płyn świetnie pachnie, ma bardzo naturalny cytrusowy zapach
+ bardzo dobrze oczyszcza skórę, faktycznie zmywa makijaż i pozbywa się nadmiaru sebum
+ jest stosunkowo tani
+ poręczne opakowanie z pompką na górze
+ fajna konsystencja, taka trochę przypominająca prawdziwy sok pomarańczowy

Teraz trochę o minusach:

- po raz pierwszy zdarzyło mi się coś takiego, żeby tego typu płyn pozostawił uczucie ściągania na twarzy, jest jednak trochę za mocny dla mnie
- niezbyt wydajny poprzez rzadką konsystencję


Teraz powiem szczerze, że pomimo dostrzeżonych w nim wad, znalazłam dla niego fantastyczne zastosowanie... Wiem, że zabrzmi to trochę głupio, ale, zniecierpliwiona uczuciem ściągnięcia, postanowiłam z nim trochę poeksperymentować. W efekcie, po przeczytaniu tony stron o pomarańczowym olejku i jego oczyszczających właściwościach (kiedy szukałam zamiennika dla olejku z BU) wpadł mi do głowy szatański plan... Wszak można próbować zniwelować silne działanie olejku pomarańczowego innym olejkiem, tak? Tak. W związku z tym kupiłam nową buteleczkę na spróbowanie i... I zmieszałam Trader Joe's facial cleanser z olejkiem migdałowym. Ostrożnie dodać jednego, to drugiego składnika, sprawdzic działanie, potem trochę wstrząsnąć przed użyciem. Proporcje na oko. Efekt? Świetnie oczyszczona buzia, dokładnie zmyty makijaż i bardzo fajne uczucie delikatnego oczyszczenia.
Jednym słowem zadziałało świetnie, ale przez to wszystko pojęcia nie mam jak ocenić ten produkt jako produkt sam w sobie. Sam w sobie się u mnie nie sprawdził, ale w tej konkretnej mieszance był więcej niż przyzwoity. Tym samym z pewnością kupię go ponownie i użyję w ten sam sposób. Jednym słowme niby powinnam go polecać, ale jakoś... No, sama nie wiem co myśleć, oceńcie same ;)

Aaa, mieszanka olejku migdałowego z oczyszczającym płynem do twarzy o konsystencji soku pomarańczowego dała zadziwiający efekt emulsjo-mleczka o beżowawym odcieniu, ładnie się rozprowadzającym i bezproblemowo zmywanym z twarzy. Hmm :)

Wednesday, August 17, 2011

Ekologiczne oczyszczanie i czyszczenie

Notka dziś nieco odmienna, ponieważ zainspirowały mnie do niej moje wojaże po googlach. Z początku notka miała być o hydrolatach, ale podczas szukania i czytania co w trawie piszczy trafiłam przez przypadek na pewną ciekawostkę w necie. Otóż całe moje wielkie poszukiwania zapoczątkowała chęć znalezienia czegoś takiego jak Biochemia Urody w Stanach (zazwyczaj wszystkie nowości tego typu w Polsce przychodzą do nas z  zagranicy i jeśli znajdę coś u nas, to jestem w stanie znaleźć to gdzieś indziej). Oczywiście znalazłam tonę stron z hydrolatami, olejami, masłami, maseczkami, składnikami kosmetyków... poza myjącym olejkiem pomarańczowym z BU, który kocham pasjami. To z kolei zainspirowało mnie do tego, żeby poszukać co nieco o czyszczących olejkach.... ;)




Okazało się, że czysty olejek pomarańczowy jest tutaj bardzo popularny i można znaleźć mnóstwo jego zastosowań. Oto co znalazłam:

- czysty stężony olejek pomarańczowy jest na tyle silny, że może nawet wyżreć plastik. Dlatego też odrobinę rozcieńczony można z powodzeniem stosować jako środek czyszczący takie upierdliwe osady jak osady na grillu, kuchenkę, zabrudzone podłogi i kafelki. I wszystko to całkowicie naturalnym środkiem, otrzymywanym ze skórki pomarańczowej!

- jako środek polerujący i czyszczący do drewna - no w końcu jest to też olejek, czyli drewna nie rysuje ;)

- mycie olejkiem pomarańczowym może pomóc pozbyć się insektów typu mrówki w nietoksyczny sposów. One nie znoszą tego zapachu

- podobno pomaga pozbyć się klejących powierzchni po odklejeniu nalepek z przedmiotów - pewnie wszystkie znamy ten problem kiedy to po odklejeniu czegoś z opakowania (np ceny), wszystko klei nam się do palców

- w aromaterapii jako środek antyzapalny, poprawiający humor (na depresję czy chandrę), znalazłam nawet jego zastosowanie jako afrodyzjak :D (pamiętajmy jednak, że do wszystkich tych rzeczy należy używać roztworu olejku pomarańczowego z innymi substancjami, np. z innymi olejkami)

Ale to jeszcze nic, drogie Panie, okazuje się, że olejek pomarańczowy może być dobrym i ciekawym komponentem wszelkiego rodzaju kosmetyków oczyszczających naszą buzię. Sama buszując po internecie znalazłam co najmniej kilka przepisów na tego typu specyfiki, tu chciałabym zaproponować Wam jeden z najprostszych:

Przepis na pomarańczowy olejek oczyszczający:

4 łyżki olejku ze słodkich migdałów
4 łyżki oliwy z oliwek
1 łyżeczka do herbaty vitaminy E w oleju
10 kropelek czystego olejku pomarańczowego

Składniki przelewamy do szklanej buteleczki, wstrząsamy kilkakrotnie i..gotowe! Na twarz można nakładać przy pomocy delikatnej szmatki.
Przepis pochodzi ze strony http://dailydelights.sheknows.com/articles/823915/how-to-make-homemade-facial-cleanser

Ekologiczny środek czyszczący, środek poprawiający humor, afrodyzjak i mleczko oczyszczające w jednym? Ja w to wchodzę bez wahania! :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...