Showing posts with label paletki. Show all posts
Showing posts with label paletki. Show all posts

Friday, January 16, 2015

Kosmetyczny top wszechczasów, czyli Urban Decay Naked 3

Jak już wspomniałam wcześniej, skupienie się na używaniu kosmetyków zamiast ich kupowaniu przez ponad rok ma pewne zalety. Na przykład taką, że wreszcie można naprawdę zauważyć, po które kosmetyki sięgamy non stop, po które sięgamy od czasu do czasu, a po które wcale.

Dla przykładu, przez cały rok używałam głównie 6 produktów: korektora pod oczy, podkładu, bazy pod cienie, kredki do oczu, tuszu do rzęs oraz cieni w jednej palecie kosmetycznej. Czasami, jeśli miałam taką ochotę, używałam szminki. Wybranie 'odpowiedniej' pomadki było nierzadko najbardziej stresującą częścią poranka, ponieważ nigdy nie mogłam się zdecydować, która szminka będzie najlepsza (tylko co to za różnica tak właściwie?). Oczywiście pomijam tu podstawowe produkty higieniczne jak mydło czy szampon, ale na opisywanie tych produktów, których używam, przyjdzie czas kiedy indziej.

Dlatego dość łatwo mi jednoznacznie określić, że paleta Urban Decay Naked 3 była najczęściej sięganym przeze mnie kosmetykiem roku 2014. Był to zeszłoroczny prezent gwiazdkowy od mojej mamy i używałam go, jeśli nie codziennie, to co 2gi dzień.


Jak dla mnie ta paleta nie ma prawie żadnych wad. Prawie, ponieważ jedną z rzeczy, która u UD kuleje to zawsze są cienie z drobinkami brokatu, które lubią się osypywać. Jest to coś, co zauważyłam we wszystkich paletach UD, a testowałam ich kilka. Druga to taka, że UD należy teraz do testującego koncernu L'Oreal i nie każdy uważa ich za firmę CF. Ja generalnie nie wiem co mam dokładnie o nich myśleć, jako że UD jest wciąż na liście Pety. No poza tym posiadam w tym momencie mnóstwo kosmetyków UD, głównie z czasów kiedy ta firma była całkowicie przyjazna zwierzętom i ich produktów na pewno się teraz nie pozbędę.

Zalety:
+ paletka ma piękne, fantastycznie komponujące się ze sobą kolory,
+ jest to paleta z ciepłymi odcieniami róży, brązu i złocieni ;), która jest idealna dla osób dobrze wyglądających w ciepłych kolorach,
+ zawiera 12 dość dużych cieni oraz dwustronny pędzelek,
+ paleta ma dość lusterko,
+ opakowanie jest bardzo mocne i zabezpiecza produkty w środku, dlatego też łatwo z nią podróżować,
+ konsystencja cieni jest naprawdę fantastyczna,
+ cienie bardzo łatwo się mieszają, rozcierają i zlewają ze sobą, ale pozostają bardzo długo na powiece, a z bazą - są nie do zdarcia. Moja kuzynka, której kiedyś zrobiłam makijaż na bazie UD i cieniami UD poszła w makijażu na imprezę do rana a rano wyglądała jakbym dopiero co ją pomalowała, Nie muszę mówić, że morduje mnie od roku, żeby jej kupić bazę UD? ;)
+ kolory są nasycone i łatwo z nimi pracować,
+ paleta zawiera cienie matowe, jak i połykujące,
+ ilość cieni daję duże pole do popisu i wypróbowywania różnych makijaży, zarówno dziennych jak i wieczorowych,
+ cena w USA jest bardziej niż przyzwoita i zazwyczaj przed Świętami można ją kupić z dodatkowym, 20% rabatem.

Paleta pozwala mi na wykonanie makijaży bardziej profesjonalnych do pracy, gdzie mocny makijaż nie jest za bardzo wskazany (obecnie pracuję ze studentami) oraz na wyjścia po pracy, za co bardzo ją cenię. Zrobienie makijażu rano zajmuje mi parę minut i zawsze mogę liczyć, że będę wyglądać mniej więcej tak, jak chciałam. 

Thursday, May 3, 2012

Ulubione palety CF

Uwaga, obecnie (czerwiec 2015) Stila i Almay znajdują sie na liście firm testujących na zwierzętach (Peta)!

Zdaję sobie sprawę, że mieszkam w Stanach i inne kosmetyki są dla mnie dostępne - zarówno cenowo (amerykańskie kosmetyki kosztują tu ułamek tego, co w Europie), jak i ogólnie pod względem tego, że są w regularnej sprzedaży na sklepowych półkach. Ta notka nie ma na celu narobienie Wam smaka na którąkolwiek z palet, tylko pokazanie, że firm produkujących kosmetyki bez cierpień zwierząt jest wciąż dużo i wiele z nich ma naprawdę fantastyczne kosmetyki.

Chciałabym dziś podzielić się z Wami miłością do moich 3 palet nietestowanych na zwierzętach i napisać dlaczego są moimi ulubionymi.

1. Stila Dream in Full

Stila Dream in full color palette

Ta paleta jest najnowszą w mojej kolekcji, kupioną (jakże by inaczej) na promocji. Jest to paleta ze świątecznej edycji limitowanej. Od początku urzekła mnie swoim projektem, ale nie byłam do końca przekonana z powodu wielkości cieni. Dlatego nie byłam pewna czy warto ją kupić i zdecydowałam się na taki pazerny krok po zobaczeniu prawie 50% przeceny ;)

Paleta zawiera:
- 29 kolorów cieni
- 6 róży i 1 bronzer
- oprócz tego w zestawie był także wodoodporny kajal (kredka do oczu) w czarnym kolorze.





Pokochałam tę paletę miłością odwzajemnioną. Kolory są piękne i nadają się do noszenia na co dzień, chociaż oczawiście możliwym jest wymalowanie czegoś na wieczór. Ładnie się ze sobą lączą, podobno łatwo je też dobrać z odpowiednim różem (trzeba iść po odpowiednich 'płatkach' palety). Malutkie cienie (trójkątne najbliżej środka) świetnie się nadają jako kolory eyelinera (można je używać na mokro).

Zestaw jest piękny i cieszy oko. W łazience wygląda jak małe dzieło sztuki. Cienie są świetnie napigmentowane, dają się dobrze rozetrzeć i ładnie ze sobą współpracują. Kolry błyszczące nie dają taniego efektu na oku, drobinki nie wędrują po twarzy. Jakość porównałabym chyba do cieni UD. Pozytywnie zaskoczyły mnie też róże - nie są bardzo mocno napigmentowane, dzięki czemu nadają policzkom delikatny zarumieniony wygląd, ale trudno jest zrobić sobie nimi krzywdę. Naprawdę pozytywnie mnie ta paleta zaskoczyła, polecam każdemu kto ma możliwość jej kupienia.



2. UD Naked



Tej palety nie muszę chyba nikomu przedstawiać ;) W moim posiadaniu jest już od poprzednich świąt Bożego Narodzenia, ale bardzo długo wstrzymywałam się z wydawaniem jednoznacznej opinii o niej.  Miałam co do niej mieszane uczucia. Przede wszytskim kupiłam ją, ponieważ łudziłam się że będzie to paleta idealnie nadająca się do makijażu do pracy. Jednak tu poważnie się rozczarowałam. Znaczna większość cieni w tej palecie jest cieniami z wykończeniem metalicznym lub błyszczącym i ja na przykład nie czuję się w takim błyszczącym makijażu w pracy komfortowo. Jednak muszę przyznać, że po kilkumiesięcznej przerwie ponownie odkryłam zalety tej palety. Nawet jeśli nie do pracy samej w sobie, na co dzień fantastycznie się nadaje. Kolory są piękne. Zresztą, same popatrzcie (większość z Was prawdopodobnie widziała zdjęcia tej palety pewnie już na wszystkich blogach ;):

Urban Decay Sin, Virgin, Naked, Sidecar


Urban Decay Sidecar, Buck, Half Baked, Smog, Darkhorse

Urban Decay Toasted, Hustle, Creep, Gunmetal

Oczywiście moją ulubioną częścią palety jest część lewa ;) Tak czy siak, przyznaję - ta paleta to też takie małe, kosmetyczne, dzieło sztuki.

3. Almay intense-i-color

Mój osobisty hit. Pokochałam tę paletę od jej kupienia, chociaż nie spodziewałam się po niej cudów.

Almay intense-i-color
Niestety paleta ta została wycofana ze sprzedaży :( Ubolewam nad tym strasznie, bo jest to jeden z moich naj naj najukochańszych kosmetyków. Za co darzę ją takim uczuciem? Nie wiem jak i nie wiem dlaczego, ale makijażu przy pomocy tej palety nie da się skopać. Po prostu się nie da. Raz dwa trzy, nalożyć, nieco rozetrzeć... i zawsze wygląda to tak samo dobrze i zawsze uwypukla mój kolor oczu. Poza tym makijaż trwa 3 minuty i wygląda perfekcyjnie. Naprawdę nie wiem jak to się dzieje (czary mary? ;) i wszystko jest na swoim miejscu. Poza tym kosmetyk był tani (ok 7$, nawet chyba nie), wydajny (używam już od 2 lat i końca nie widać), oczywiście nie testowany na zwierzakach, hipoalergiczny i po prostu niezawodny. Jak tu go nie kochać?

Oto moja trójca - moi absolutni faworyci. Nie są to jedyne palety jakie posiadam, ale te są paletami, które bez wahania kupiłabym jeszcze raz (z Almayem to w zasadzie zrobiłam, kupiłam jedną na zapas ;) Zachęcam was do szukania ulubionych kosmetyków wśród firm nietestujących na zwierzętach, w końcu one są, istnieją i wcale nie jest ich tak mało. 

Thursday, December 29, 2011

Smashbox Be Discovered 2011 Limited Edition Holiday Palette



Lipiec 2015: Smashbox ponownie został umiesczony na liście Pety jako firma nie testująca na zwierzętach.

My tu sobie gadu gadu, a sterta kosmetyków rośnie ;)

Jednym z wydarzeń choinkowych pierwszej ligi był smashboxowy prezent pod choinką - prawdziwe cudeńko tych świąt. Smashbox postarał się w tym roku bardzo bardzo, poza tą paletą, nota bene największą, wypuścił także osobną, mniejszą paletkę cieni plus eylinerów Click you are it i zestaw błyszczyków w bardzo przystępnej cenie 29$. Jednak z całej tej trójcy zdecydowanie najbardziej podpasował mi mój prezent.



Be discovered zawiera:

- 45 cieni do powiek
- 9 eyelinerów w kremie
- 3 róże
- 1 puder brązujący
- 2 rozświetlacze
- 6 błyszczyków
- 4 mini pędzelki

Powiem szeczerze, że jest to jedna z tych palet, w przypadku której samo patrzenie sprawia przyjemność. Na jednej ze stron wyczytałam, że jest ona zdecydowanie piękniejsza w rzeczywistości niż na jakimkolwiek zdjęciu, jakie można znaleźć w internecie i trudno się z tym nie zgodzić. Przyznam szczerze, że sama jeszcze jej nie próbowałam, na razie trzymam ją w opakowaniu i wyciągam po to tylko, by na nią popatrzeć.





Cała paletka jest niesamowicie wszechstronna, zawiera w zasadzie większość produktów niezbędnych przy makijażu twarzy; pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że zawiera ich nadmiar. Wybór kolorów jest na tyle ogromny, że w zasadzie już przy jej otwieraniu lekko wpadam w panikę.



Smashbox się postarał i za nas wykonał brudną robotę grupowania kolorów. Mamy więc mniejsze grupy kolorystyczne: kolory ciepłe, naturalne i chłodne. Ponoć także 3 najbliższe kolory w rzędach pogrupowane są tak, by ładnie wyglądać na oku. Jednym słowem projekt jest idiot - proof ;), stworzony z myślą zarówno o świrach makijażowych, jak i początkujących.

Niestety nie używałam jej jeszcze, więc nie mogę powiedzieć czy bym ją polecała czy nie, na pewno jednak cieszy oko. No i jednak jest to Smashbox - po Smashboxie nie spodziewałabym się totalnego badziewia, aczkolwiek wysokopółkowym firmom także zdarza się wypuścić kosmetyki średnie. Paletka jest piękna i całkowicie doceniam ją jako prezent, jednak nie wiem czy sama bym sobie ją kupiła. Głównie dlatego, że nie mam pojęcia czy będę umiała używać ją w całości - a jeśli nie będzie używana w całości to po co mi tego tyle? ;)

P.s. Na koniec taka mała uwaga: wiem, że moje znaki wodne są jakieś niedorobione ostatnio, nie mam pojęcia co się stało z moim programem ostatnio, ale wypluwa z siebie coś takiego. Zapewniam Was jednak, że zdjęcia wykonane są przeze mnie. Jeśli coś nie jest mojego autorstwa to zawsze staram się zamieścić autora :)

Wednesday, November 23, 2011

Urban Decay - moja miłość

Nawet nie wiecie jak się cieszę, że dziś wreszcie wyszło słońce! Przede wszystkim dlatego, że już od kilku dni noszę się z zamiarem pokazania Wam efektów długotrwałej wyprzedaży na oficjalnej stronie Urban Decay. Efekty te możecie podziwiać między innymi (ale nie wyłącznie :D) w formie mojej najnowsze paletki UD - Vegan palette. Dziś porobiłam tyle zdjęć, że chyba nic mi nie umknęło :)



Opakowanie jest prawdziwą gratką dla maniaczek kolorowych, artystycznych opakowań. Wiele osób twierdzi, że kupiło by paletkę dla jej samych walorów artystycznych ;)



Ta śliczna paletka przyszła w nieco większym opakowaniu, na którym widniały nazwy cieni oraz nazwa Urban Decay Prime Potion (Sin). W zestawie dołączona była też ich fenomentalna kredka do oczu 24/7 Glide-On.



Mam dla Was 2 zdjęcia w pełnym słońcu:





A tu zdjęcie na zewnątrz w naturalnym świetle, ale nie w pełnym słońcu:



I tu jeszcze zdjęcia swatchy:



Paletka jest obecnie do kupienia na stronie UD za 13$ (wow!). I jak tu jej nie kochać? :)

Dla wszystkich, którzy jeszcze tego nie zauważyli - Urban Decay jest jedną z moich najulubieńszych firm kosmetycznych wszechczasów. POMIMO tego, że znani są ze swoich intensywnych kolorów, artystycznych opakowań i dużej ilości błysku/metalicznych wykończeń, co w zasadzie nie jest moim stylem ;)

Saturday, October 22, 2011

NYXowy strzał w 10

O paletach "dziesiątkach" NYXa rozpisywano się już chyba na wszystkich blogach. Paletki są tanie, estetyczne, z ładnym lusterkiem, napigmentowanymi cieniami i ładnymi kolorami. Biorąc pod uwagę, że NYX ma ciągle jakieś promocje na ich kosmetyki i że ludzie specjalnie zamawiają ich kosmetyki z zagranicy, a ja mam je pod ręką na co dzień, postanowiłam spróbować. Mój wybór padł na Smokey Eyes i niestety, dla mnie nie był to najlepszy wybór - zwyczajnie dlatego, że takie kolory noszę niezmiernie rzadko i przez to niemal zraziłam się do całej palety. Aleeee.... czy noszę kolory czy nie to muszę firmie NYX oddać sprawiedliwość - wyprodukowali jedne z najlepszych palet dostępnych na rynku za 1/5 ceny typowej palety. Mogę narzekać na co chcę - te palety są obłędnej, niewiarygodnej jakości.

Zdjęcia w słońcu:



Z innej perspektywy:



I z jeszcze innej, tym razem robione w domu:




Jak łatwo zauwyżyć po zdjęciach, paletka zawiera zarówno wykończenia satynowe, jak i błyszczące. Jest to niesamowita zaleta, ponieważ każdy znajdzie w niej coś dla siebie.

Zdjęcia faktur:




Nie pozostaje mi nic innego jak wkleić zdjęcia swatchy i pokazać Wam obłędną pigmentację cieni:






Najśmieszniejsze z tego jest to, że paletę można posądzić o to, że zawiera kilka identycznych kolorów. Oczywiście kolory idą w tę samą tonację kolorystyczną, ale są inne! Niektóre bardziej ciepłe, niektóre z dodatkiem innego koloru, inne są też wykończenia. Dla osób nie noszących Smokey Eye (jak ja), kolory są idealne do zaznaczania zagłębienia powieki oraz zewnętrznego "V".



Opakowanie: Płaskie, lekkie, dość poręczne, nie otwiera się samo z siebie (zamknięcie solidne). W środku duże lusterko ułatwiające nakładanie cieni. Estetyka opakowania znośna, acz nie wykwintna, no ale nie wymagajmy za wiele - wszak liczy się co w środku, a nie co na zewnątrz, prawda?

Wielkość: cienie są duże i wydajne, nie, jak w przypadku innych palet, mikroskopijnej wielkości. Jest to 10 pełnowymiarowych cieni.

Cena: taka, że skarpetki opadają ;) W USA do dostania w cenie regularnej (10$ = 30zł) oraz promocyjnej (często) 2 za 10$.

Pigmentacja: nic do zarzucenia, pigmentacja jest niesamowita - i to wszystkich cieni jednakowo. Nie zależy od tego czy jest to cień satynowy czy błyszczący.

Konsystencja: cienie są mięciutkie i przyjemne w nakładaniu, płyną po powiece, cudowne do rozcierania i nakładania z innymi cieniami.

Kolory: wspaniale dobrane, świetnie ze sobą współgrają, ładne niebanalne odcienie. Miodzio!

Ocena ogólna: 10/10. Must have. Jeśli macie możliwość jej zakupienia, nie wahajcie się.

Sunday, October 16, 2011

Z cyklu kosmetyczny faworyt babiego lata :)



Chciałam się z Wami podzielić moim kosmetycznym znaleziskiem. Jest to jedna z moich ukochanych palet. Ogólnie z paletami mam taki problem, że nie za bardzo chce mi się płacić tylko za kolory, które noszę - z reguły tylko około połowę palety ;) Dlatego też aż tak za paletami nie przepadam. Z tego samego też powodu sporo palet w kolekcjach Urban Decay mi nie podchodzi, pomimo że uwielbiam cienie tej marki. Kiedy jednak zobaczyłam TĘ paletę, poczułam, że muszę ją mieć.

Paletka nazywa się classic beauty eye shadow palette i zawiera 13 cieni:

- bubble (najbardziej u góry)
- rosette (poniżej)
- liberty (górny prawy róg)
- ribbon (kolor poniżej)
- bronze (prawy dolny róg)
- flutter (kolor powyżej, zlotobrązowy)
- jewel (na samym dole)
- taffeta (stalowofioletowy, kolor powyżej)
- cove ( delikatny stalowy niebieski w lewym dolnym rogu)
- marina (ciemniejszy kolor powyżej)
- crystal (najjaśniejszy kolor, lewy górny róg)
- tulle (kolor poniżej)
- sequins (matowa czerń w sercu paletki)

Cena tej palety to ok 22$ (widziałam ją jednak w Ulcie za 15$, więc można ją było dostać jeszcze taniej) - jak dla mnie bardzo konkurencyjna. Jakość cieni nie do pomarudzenia: pigmentacja jest fantastyczna (przynajmniej wszystkich kolorów neutralnych i ciepłych, bo tylko te sprawdziłam ;), konsystencja cudowna, cienie wytrzymują na powiekach w niezmienionym stanie (na bazie) wiele godzin. Wygląd palety fantastyczny, uwielbiam ich designy. Produkt naprawdę godny uwagi, choć nie wiem czy do dostania w Polsce.

Zdjęcie w słońcu:



Niestety nie jestem chwilowo w posiadaniu swatchy, ale to się powinno wkrótce zmienić.

A Wam jak się podoba? :)

Friday, October 14, 2011

We'n'Wild odsłona druga

Jakiś czas temu opisywałam moje pozytywne wrażenia z paletką Vanity Fair firmy Wet'n'Wild. Wspomniałam o tym, że nie byłam do niej zbyt pozytywnie nastawiona. Dziś chciałabym napisać słówko o powodzie mojego negatywnego nastawienia:



Podobnie jak paletka Vanity, ta paletka Greed jest "szóstką" i zawiera 6 cieni - 3 matowe i 3 błyszczące. Nie jest to zdecydowanie moja ulubiona paleta i poza czernią tak naprawdę niewiele ma do zaoferowania. Zobaczcie sami:



O ile jasne matowe cienie jeszcze jako tako ujdą w tłumie, przynajmniej je trochę widać, nie można już tego powiedzieć o dwóch jasnych cieniach błyszczących. Wystarczy spojrzeć na to zbliżenie:



Szary błyszczący cień jest jednym z najgorszych, jakich dane mi było używać. Pigmentacja jest tak tragiczna, że trudno nawet ocenić konsystencję cienia - jest najzwyczajniej w świecie za twardy, żeby go nawet dobrze nabrać na palec. Pędzelkiem w zasadzie w ogóle nie da się go nabrać, a na skórze pozostawia słaby złoty (!!) ślad:



Niestety, 2 czarne ładne cienie, w tym jeden naprawdę śliczny (czarny z drobinkami) nie są samodzielnie w stanie uratować tej paletki, w związku z tym najczęściej leży ona u mnie wzgardzona w szafce. Moja ocena ogólna 2/6. Paletka była tania, ale kupić ją radziłabym tylko w przypadku gdy ktoś lubi czarne połyskujące cienie i szuka matowego beżowego, który ładnie rozświetli okolice pod łukiem brwiowym.

Saturday, October 1, 2011

Wet'n'Wild

Do firmy Wet'n'Wild stosunek miałam umiarkowany, żeby nie powiedzieć chłodny. Och taka sobie firemka, coś jak nasze Wibo - średnia półka z tendencją znizkową (żeby nie powiedzieć niższa półka), dwa pierwsze zakupy z tendencją zniżkową (tudzież wpadką) zaliczone, rewelacji się nie spodziewałam.



Na zdjęciu paletka Wet'n'Wild Vanity 249. Muszę powiedzieć, że podeszłam do niej z pewną dozą niepewności, zwłaszcza że byłam już w posiadaniu jednej paletki "szóstki" tej firmy i nie byłam nią zachwycano (ale o tym w innej notce).

Tu muszę przyznać, że zachęcił mnie już sam wygląd tej paletki. Po pierwsze, zawiera 6 bardzo przystępnych kolorów cieni do dziennego makijażu, w wersji zarówno matowej, jak i z drobinkami. Jeśli weźmie się pod uwagę cenę (5$ = ok. 15 zł), to jest ona obłędnie niska. Wystarczy spojrzeć na pigmentację cieni błyszczących:



Serio, takie coś za 15 zł? Ogólnie przy paletkach Wet'n'Wild natknęłam się na zarzut, że albo cienie matowe są ok albo błyszczące,a le rzadko cała paleta jest udana. Zdecydowanym atutem Vanity jest to, że oba rodzaje cieni są dobrze napigmentowane, miękkie, o takiej dość kremowej (niekoniecznie pudrowej) konsystencji - i łatwo się rozcierają:



Jednym słowem, bardzo przyjemna paletka do makijazu dziennego. W sumie nie widzę w niej żadnych wad. Moja ocena ogólna: 8/10 (brakuje jej efektu elegancji i luksusu, dlatego nie daję 10/10, ale w sumie trudno to nazwać konkretnym zarzutem) ;)

Saturday, September 24, 2011

Nowości u Stili

Po moim ostatnim zakupie przepieknej paletki Stila (recenzję postaram się dodać może po dłuższym czasie używania, ale mam wrażenie, że się pokochałysmy od pierwszego użycia) zainteresowałam się ponownie Stilą. Moje pierwsze spotkanie z tą firmą miało miejsce kilka miesięcy temu, kiedy znalazłam w Ulcie ich cienie przecenione dokładnie o 50% (i, jak zapewne niektóre z Was pamiętają, starałam się szybko wybrać z litanii wymówek dla małża jakąś która by go natychmiast przekonała, że te cienie po prostu musiały znaleźć się w moim koszyku albo że tak naprawdę to ja ich nie kupiłam, tylko jakaś siła nieczysta siłą wpakowała mi je do torebki ;) .

Tu w każdym razie chciałam zaprezentować ich 2 paletki z nowej kolekcji Holiday 2011:


Z opisu producenta na stronie paletka zawiera:

a) 29 cieni do powiek
b) 7 róży
c) wodoodporny eyeliner
d) 16-stronicową look book (książeczkę zapewne z poradami jak się malować i jak używać paletki)

Cena: 39$


Ta paletka zawiera 22 cienie do powiek. W zestawie nie ma za to róży ani eyelinera.

Cena: 18$

No powiedzcie sami czy to nie są małe dzieła sztuki? Już się szykuję na kupno tej u góry. Zdjęcia pochodzą ze strony http://www.stilacosmetics.com/
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...