Showing posts with label do paznokci. Show all posts
Showing posts with label do paznokci. Show all posts

Saturday, February 18, 2012

A w bublolandii...

Wczoraj był wnerw, dziś znów notka na wesoło. Grunt to się nie dać wytrącić z równowagi i dalej robić swoje. Notka na wesoło, bo szukanie dobrego nietestowanego zmywacza do paznokci (a raczej czytanie ich etykietek) przyprawiło mnie jakiś czas temu o wybuchy dobrego humoru.

Drogą dygresji: zawsze byłam pełna podziwu czytając recenzje na blogach, gdzie Dziewczyny, po miesiącu używania (żeby można było porządnie ocenić działanie specyfiku) pisały, że kosmetyk do niczego się nie nadaje i że przyprawił je o pryszcze/bóle głowy/wysypkę. Kurcza, chylę kapelusza, mnie by na czyn takiej odwagi chyba stać nie było w imię uczciwej recenzji. Jak coś mi nie pasuje to już nie pasuje, rozstajemy się z delikwentem bez żalu (oddaje w chętne ręce) bądź odstawiam i używam tylko w przypadku ksometycznego SOS, jak już wszystko inne się skończy. Z panem na zdjęciu zawarłam wystarczająco długą znajomość, żeby wiedzieć, że to nie będzie ten jedyny. Zresztą nawet zapchajdziurą nie jest najlepszą, ale serca nie mam go tak już zupełnie zjeżdżać w nagłówku mojego opisu.


Buszując ostatnio po Drogeriach Natura, wpadł mi w oko ten oto cud kosmetyki. Naprawdę, kto by się oparł zapewnieniom producenta, że produkt ten "nawilża i pielęgnuje paznokcie oraz naskórek  wokół nich. Pozostawia świeży zapach owoców kiwi"? Do tego wszystkiego na opakowaniu widnieje wielki napisa AROMATHERAPY. Gdybym dopiero zaczynała w kosmetycznym świecie, normalnie pozbyłabym się wszystkich preparatów do skórek (plus może nawet owocowych wód toaletowych, w końcu mam pachnieć świeżymi owocami).

No to rozradowana przyniosłam zabawki do domu i jedziem ściągać z paznokci te ogryzki lakieru, które się tam ostały po podróży samolotem. Pierwsze wrażenia: okropny, przeohydny smród zmywacza. Czyli normalka. Bajki o aromaterapii można od razu zapomnieć, zresztą kto o zdrowych zmysłach odważy się umieścić coś takiego na pudełku od zmywacza? Na kiwi to ten zmywacz nawet nie rzucił okiem. Nic to, myślę i ochoczo zabieram się do właściwego zajęcia - zmywania rzeczonego lakieru.  I tutaj nie ma się czym zachwycać, robota jest jak oranie pola w czasach pańszczyźnianych - żmudna, trudno i za licho nieopłacalna. Można się tylko umorusać i namachać, a lakier i tak swoje. Zaliczyłam także marnotrawstwo zasobów, bo niezbędny był wacik za wacikiem i nasączalstwo od podstaw, bo ze zmywaniem to marnie, marnie. No i ten obiecany efekt pielęgnujący - chyba w ogóle pozostawię bez komentarza, ktoś się tam chyba naczytał jakiś opowiastek science - fiction. Zmywacza zmuszona jestem używać znacznie dłużej, niż bym sobie tego życzyła - brak zasobów, niestety - ale gdyby dało się tego uniknąć...

Przyczepię się też do polityki nietestowania na zwierzętach - jest na naszej wątkowej liście ( na wizaż.pl) jako firma nietestująca na zwierzętach, jednak po wejściu na stronę nie ma o tym ani jednego słowa. Domyślam się, że informacja pochodzi z korespondencji z  firmą, ale nie wiem jak mam się ustosunkować do ich słowa pisanego po przeczytaniu zapewnień o świeżych owocach kiwi. Taaa.

żeby nie było tak całkiem źle, to uczciwie napiszę, że nie jest to najgorszy zmywacz, jaki miałam, co najmniej kilka w podobnej kategorii już zaliczyłam, ale to chyba jedyne dobre, co mogę o nim powiedzieć. Zdecydowanie bardziej podszedł mi truskawkowy zmywacz Sensique, o którym pisałam w innej notce. 

Friday, December 30, 2011

China Glaze 630 Avalanche

Jak już mówiłam ostatnio, zabrałam się wreszcie za paznokcie i obecnie mogę je już amlować, chociaż wciąż nad nimi pracuję. Mój obecny lakierowy faworyt:

a) w słońcu:





b) w cieniu:



Bardzo mi się podoba ten fioletowostalowy odcień. Kolor jest bardzo wszechstronny (jak na moje potrzeby), pasuje do czerni, fioletów, szarości i nawet niektórych odcieni niebieskiego. Wybaczcie odpryśnięty lakier na moim kciuku, zdjęcie zrobiłam po malowaniu mieszkania, nieco bezmyślnie, zapominająac, że mogą być szkody w nawierzchni paznokcia ;)

Sunday, September 18, 2011

Dionis Cuticle Care

Na poprzednim blogu wspomniałam o specyfiku do pielęgnacji skórek firmy Dionis. Owa maść do skórek była z limitowanej edycji o zapachu Blue Ridge Wildflower i bałam się, że tego zapachu już raczej nie dostanę (i chyba niesłusznie, gdyż odkryłam go ponownie na stronie Dionis). Tym razem, będąc na wycieczce w innym stanie, zaopatrzyłam się w kolejny zapach od tej ciekawej firmy - tym razem cukierkowy zapach Love celebrity fashion gallery


Skład: Sunflower Seed Oil, Sweet Almond Oil, Beeswax, Coconut Oil, Mango Seed Butter, Fragrance, Vitamin E Acetate, Goat Milk, Castor Seed Oil, Vitamin E.



Moja mała puszeczka zawiera 8.5g, kupiłam ją za ok. 3$. Skład raczej nie powinien nikogo przerazić, poza substancją zapachową nie zawiera nic podejrzanego. Nie każdemu natomiast podejdzie jego zapach, ponieważ jest taki cukierkowo - kiczowato - słodki. Ja ogólnie myślałam, że się nie polubimy, ale jest w nim jednak coś takiego, co bardzo mi przypadlo do gustu. Ponieważ mam bardzo przykrą manię skubania skórek wokół paznokci i bardzo często mam wokół nich ranki, od preparatu do skórek wymagam, żeby był naturalny (a przynajmniej czuję się z tym bezpieczniej). I żeby koił i poprawiał wygląd skórek. Z tym wszystkim Dionis radzi sobie bardzo dobrze i w zasadzie, poza słodkim zapachem, nie mam do niego żadnych zastrzeżeń. Natomiast nie mogę powiedzieć, żeby był to zakup - mus: bez tego preparatu na pewno da się żyć, w zależności do tego jak traktujemy paznokcie. Tak więc jest to produkt przyjemny w użyciu, naturalny, dobrze go mieć w kosmetyczce, jednak na pewno mieć go nie trzeba.

Friday, September 16, 2011

Paznokietki

No, dzisiejsza notka nie będzie zachwycająca ani bardzo nowatorska. Po moim ostatnim odkryciu (Avon na czarnej liście Pety), wypowiedzialam swoje uczestnictwo w Avonie czy jak to się oficjalnie zwie i na pewno nie zamierzam zamieszczać tu jego recenzji.

Dzisiaj szybka notka o jednym z moich ulubionych zmywaczy do paznokci. Truskawkowy Sensique - bo o nim mowa - podbił moje serce podczas mojej wizyty w Polsce. Wiem, że zbiera on bardzo różne, niekiedy wręcz skrajne opinie, ale ja nie mogę na niego narzekać. Po pierwsze, moim zdaniem dobrze zmywa. Po drugie, nie zawiera acetonu. Po trzecie, zapach ma, jak na zmywacz, całkiem znośny. I po czwarte cenę ma calkiem przystępną.



Po mojej serii przygód z tzw. zmywaczami bardziej naturalnymi, z którymi trzeba namachać się do nieprzytomności, żeby cokolwiek zmyły, a na paznokciach i tak zostaje wartswa koloru i wydawaniu na nie 2 razy więcej (no bo przecież zdrowsze są), z radością rzuciłam się na truskawkowy Sensique. Tylko ciekawe co potem, jak znów będę musiała bawić się w znalezienie zamiennika.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...