Showing posts with label gadżety. Show all posts
Showing posts with label gadżety. Show all posts

Saturday, January 7, 2012

Native American Goods, czyli indiańskie cudeńka

Przemierzając bezkresne drogi w Arizonie, Nowym Meksyku czy Nevadzie nie sposób nie natknąć się na tutejsze tereny Indian. Tak tak, prawdziwi indianie wciąż żyją w Stanach i choć można spekulować czy mają się dobrze (np. spory odsetek alkoholizmu), znaleźli w każdym razie swoje sposoby na dostosowanie się do życia w Stanach. Oczywiście temat Indian jest długi i szeroki, w zwiazku z tam naprawdę tutaj liznę tylko temat i opowiem o znajdująacych się przy drogach sklepach, w których sprzedawane są indiańskie dobra.

Najchętniej kupowanym dobrem jest biżuteria. Poza tym ceramika, kosze, koce, kartki pocztowe oraz inne indiańskie specyfiki, w tym kosmetyczne. Za każdym razem przejeżdżając w okolicach indiańskich rezerwatów, zatrzymuję się by coś u nich kupić. Powodów jest kilka: zwykła ciekawość, zainteresowanie ich kulturą i wyrobami, chęć poparcia ich przemysłu i rzeźbiarstwa. Oczywiście autentyczne wyroby Indian są rękodziełami, w zwiąazku z tym są drogie, ale uważam, że ceny są zasłużone. Niestety chwilowo moje wymarzone przedmioty przekraczały możliwości portfela, w związku z czym ograniczyłam się do kilku drobiazgów, w tym małego kremu.



Malutkie opakowanie ozdobione jest indiańskimi motywami, np tym prześlicznym elementem:



Na tym zdjęciu pewnie trudno Wam będzie to zauważyć, ale krem ma intensywnie lawendowy kolor.






Zapach? Desert rain, czyli pustynny deszcz. Brzmi śmiesznie, ale w sumie tak jak las w deszczu ma specyficzny zapach, tak i pustynia go ma. Zapach ciężki do opisania, bardzo słodki, ale przebija przez niego ziołowa nuta. Mnie bardzo przypadł do gustu, jest taki dość nietuzinkowy. Ogólnie produkt bardziej ciekawostka niż niezbędnik, ale bardzo fajnie mieć takie coś w kosmetykowej kolekcji. Polecam szczególnie na prezent jeśli kiedykolwiek będziecie mieli okazję kupić coś takiego w Stanach, bo jest to rzecz dość unikatowa, zwłaszcza w Europie.

Friday, December 30, 2011

Zimowe rozweselacze

Była mowa o prezencie znalezionym pod choinką, a dzisiaj czas na prezenty, które zrobiliśmy sobie sami (albo, jak to mawiają niektórzy, prezenty od poświątecznej wyprzedaży ;):

Mój numer jeden, czyli kubełek:



i dobrej jakości herbatka (jak to mówi mój luby: hippisowska, w zgodzie z naturą, produkowana lokalnie, pochodząaca ze Sprawiedliwego Handlu, z ekologicznej uprawy i inne tego typu sprawy:



Nie wiem jak Wy, ale ja nie mogę porządnie zacząć dnia bez kubka (albo dwóch!) porządnej herbaty. W zasadzie to nie mogę go także zakończyć ani przeżyć bez herbaty ;) Sklepy tu mają naprawdę porządny wybór herbat przeróżnej maści, aromatu, jakości i smaku, w związku z czym na szczęście! człowiek nie musi ograniczać się do badziewnej, produkowanej masowo i wciskającej nam marketingową papkę herbaty typu Lipton czy Tetley. Inne herbaty się aż tak nie reklamują (bądź nie reklamują sie wcale), za to bronią się jakością. Często też posiadają certyfikaty, które są dla mnie wskazówką przy zakupie.

Dla przykładu tu stwierdzenie o ekologiczności samych saszetek:

,

a tu cała masa innych certyfikatów:



Znaczek w środku jest znaczkiem Fair Trade, czyli oznaczeniem, że herbata pochodzi ze Sprawiedliwego Handlu. Osoby zainteresowane Sprawiedliwym Handlem zapraszam tu: Sprawiedliwy Handel, chociaż myślę, że wkrótce pojawi się ode mnie notka na blogu, przybliżająca nieco ideę tego ruchu.

Na koniec coś dla wielbicieli Charliego Browna i Snoopiego:




Prawda, że opakowanie jest słodkie? Tym razem jednak muszę powiedzieć, że dałam się nabrać na opakowanie no i niestety jakość produktu pozostawia wiele do życzenia. Ale przynajmniej ładnie wygląda ;)

No to do następnego razu!

Saturday, October 8, 2011

Naturalne perfumy - olejki

Ostatnio opisywałam na blogu moje nowe wegańskie perfumy o zapachu neroli na bazie olejku jojoba. Dziś chciałabym przedstawić coś podobnego, ale bardziej orientalnego. Tym razem mam zaszczyt zaprezentować indyjskie perfumy ze sklepu Helfy.pl. Niestety, zabijcie, ale pojęcia nie mam, które perfumy kupiłam (nie pamiętam nazwy), ponieważ kupowałam je w ich sklepie stacjonarnym (który ponoć wcale jeszcze wtedy nie był sklepem ;) ) i kupiłam co mi się podobało po powąchaniu.



Olejki sprzedane mi zostały w ślicznych malutkich saszetkach.





Bardzo lubię te perfumy, są takie oryginalne, inne. Jest w nich coś bardzo kobiecego. Mam zastrzeżenia do ich opakowań - są to perfumy w kulce, ale niekiedy kuleczka nie chce się obracać i jest problem w używaniu zapachów. Z tym można sobie jednak poradzić, zazwyczaj nie niweluje to możliwości używania perfum. Średnia cena to ok. 20 - 25 zł, nie są więc one jakoś niewiarygodnie drogie, musimy jednak pamiętać, że jest to cena za maluśką ilość produktu (produktu jednak wysokiej jakości). Nie jest więc to produkt tani, ale nie jest to też cena wzięta z kosmosu. Jeśli chodzi o siłę zapachu, to może być ona, w zależności tego ile produktu użyjemy, dość mocna. Trwałość perfum jest różna - niektórzy pewnie woleli by je re-aplikować w ciągu dnia, co dla mnie jednak nie jest wybitnie konieczne. Perfumy te lepiej aplikować w załamaniu łokci, a nie, jak typowo radzą strony internetowe, na nadgarstki (sprawdziłam na sobie). Wtedy pachną mocniej i lepiej się trzymają. Mam wrażenie, że bardziej też stapiają się z zapachem naszego ciała i tworzą naszą własną, prywatną mieszankę.

Coś takiego jest w tym produkcie, że nie mogę się od niego oderwać, że jak ich używam to w powietrzu unosi się za mną woń kobiecości, tajemniczości. Coś takiego, co sprawia, że są w pewien sposób oryginalne, choć w zasadzie nie są; są orientalne bez specjalnego afiszowania się swoją orientalnością. Pomimo, że nie są to typowe mocnopiżmowe zapachy, jest w nich jakaś moc (moc orientu? :D). Z całą pewnością kupiłabym ponownie, kupiłabym także inne zapachy z Helf i delektowała bym się nimi na różnych okazjach. Coś w nich takiego jest, że dają mi poczucie ciepła i luksusu, a jednocześnie swojskości, lekkości i kwiatów. Stanowią ucztę dla zmysłów i ukojonie dla mojego zmęczonego drogeriami nosa. Jednym słowem polecam je każdemu - choćby dla sprbowania jak to jest używać czegoś innego niż zwykłe zapachy z drogerii, nawet te bardzo luksusowe.

Thursday, September 29, 2011

Jeszcze trochę o zapachach cruelty - free

Niech mnie dundel świśnie z tym światłem w moim mieszkaniu, kręćka można dostać!! Z powodu problemów słoneczno - świetlnych tudzież wracania do domu po nocy planowana notka ze swatchami pewnej uroczej paletki Stila nie wchodzi w grę. W związku z tym postanowiłam powrócić na chwilę do tematu nietestowanych na zwierzętach gadżetów zapachowych, bo jest to jeden z moich ulubionych tematów.


Przez gadżety zapachowe rozumiem artykuły, które generalnie nie mają innego głównego celu jak przyjemnie pachnieć, czyli sole do kąpieli, różne rodzje mleka do kąpieli, bomby i kule do kąpieli (jestem wciąż w fazie odkrywania tychże, więc za dużo nie powiem), zapachy będące swoistego rodzaju perfumami, ale jednak nietypowymi, perfumowane talki do ciała (mój nowy wynalazek, mydła przede wszystkim nastawione na efektowny zapach, ekskluzywne olejki do masażu, świeczki itp. Wbrew temu, co się wydaje, niemało takich gadżetów cruelty - free jest sprzedawanych i w zasadzie o wielu z nich usłyszałam bądź wypróbowałam ze względu na moje zainteresowanie nowymi firmami.

1) Pacifica: Na moim poprzednim blogu wspominałam m.in. o wegańskich perfumach w kremie firmy (link do strony)Pacifica. Czego oni tam nie mają! 24 różne rodzaje zapachów, 3 formy perfum (w kremie, perfumy roll -on i perfumy z psikaczem), świeczki, masła do ciała. Fajne, efektowne opakowania, ciekawe kombinacje zapachowe. Zakupiłam sobie sama taki gadżet zapachowy w postaci wegańskich perfum w kremie o zapachu Spanish Amber i jestem bardzo zadowolona, choć bardziej traktuję je jako gadżet niż jako konkretne perfumy. Polecam zainteresować się Pacificą szczególnie podczas zakupów w sklepie TK Maxx (W USA pod nazwą TJ Maxx), ponieważ często można tak Pacificę znaleźć w naprawdę sensownych cenach.

2) Bath and Body Works: Jeśli chodzi o zapachowe świeczki i inne gadżety, to jedną z czołowych firm tego typu jest Bath and Body Works (Link do strony). Kto nie zna, niech żałuje, gdyż oni mają w ofercie doprawdy wszystko - olejki do masażu, zapachy do domu, świeczki, olejki zapachowe, kolekcje zapachowe, wody toaletowe, maziajki, cuda wianki jednym słowem.

3) Estetica: Żeby sięgnąć trochę bliżej domu, dużo ciekawych zapachowych gadżecików w ofercie ma Estetica, do dostania w Drogeriach Natura. Wedle mojej najlepszej wiedzy znajduje się ona na naszej wizażowej liście jako firma nietestująca na zwierzakach. Na zdjęciu powyżej widoczna m.in. ich sól do kąpieli. W ofercie przeróżne gadżety do kąpieli (kulki, płyny, peelingi etc.) i serie SPA. Strona: http://www.estetica.biz.pl/pl/m/estetica

4) Kanu: polska wegańska firma, z którą po raz pierwszy zetknęłam się zupełnie przez przypadek, poszukując jakiegoś fajnego olejku do masażu na wieczór we dwoje. Kupiłam jedyny, jaki wpadł mi w oko i przepadłam na wieki, po kilku dniach wróciłam po kolejny. Obecnie posiadam olejek do masażu o zapachu czekolada - pomarańcza oraz zielonej herbaty. Kocham te olejki nad życie z powodu zarówno konsystencji, zapachu jak i faktu nieklejenia się. Szczerze powiedziawsz nie są najtańszą firmą i nie mam pojęcia jakie są ich inne kosmetyki, ale te olejki to moje absolutne KWC. Po masażu skóra jest odprężona, nawilżona, ale wcale nie tłusta, do tego zapach powoduje pełen relaks. Uwielbiam. Link do strony: Kanu

5) Mydlarnie. Nie wiem jak to wygląda w innych miastach, ale dla wszystkich cruelty - free mieszkanek Wrocławia mam wspaniałą wiadomość: mydlarnia na Wita Stwosza posiada w swojej ofercie wyłącznie kosmetyki i gadżety nietestowane na zwierzętach. Kto wie, ten ma się z czego cieszyć, ponieważ mydlarnia ta posiada w swojej ofercie niezliczone cudeńka, mydełka, świeczki, sole do kapieli, olejki do kąpieli i inne cuda. (M.in. bzowe mydełko na zdjęciu pochodzi z tej mydlarni). Strona sklepu Mydlarnii wrocławskiej (po prawej stronie w górnym rogu oświadczenie, że sprzedają wyłącznie produkty cruelty - free)

6) Casswell - Massey: Jedna z, moim zdaniem, niewystarczająco znanych w Polsce firm. W ofercie mają dość sporo ciekawych pachnących gadżetów, poza oczywistą oczywistościa jak nietestowane na zwierzętach perfumy, płyny do kąpieli czy mydła, mają też rzeczy rzdziej spotykane jak np. pachnące talki do ciała, które są bardzo fajnym pomysłem na lato, kiedy to więcej się pocimy. Warto by rozejrzeć się za gadżetem tego typu w TJ Maxxie bądź innych uotletach - mnie udało się upolować je po 3$ sztuka. Od pewnego czasu noszę się z zamiarem recenzji mojego talku o zapachu bzu, ale jakoś nigdy się nie złożyło.. no nic, może na dniach. Link do strony z talkami: http://www.caswellmassey.com/talcs-body-powders-and-deodorants.aspx


Lista oczywiście nie jest kompletna, jest to bardziej zbiór moich ulubionych sklepów i gadżetów, które udało mi się wyłapać.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...