Z dumą mogę powiedzieć już w czasie przeszłym, że przeszłam jedną z największych faz zwątpieniowych dotyczących nietestowanych kosmetyków (z powodu firm sprzedających kosmetyki w Chinach) i chyba wyszłam z tego mocniejsza, stapająca mocniej po ziemi. Jakiś czas przed ogłoszeniem Estee Lauder o sprzedawaniu na rynku chińskim dostałam kilka prezentów ich marek (Smashbox, Tommy Hilfiger, sama Estee Lauder) i początkowo przyjąłam z ciężkim sercem fakt, że wylądowały na czerwonej liście. Z czasem jednak zacząłam dostrzegać i dobre strony takiej sytuacji. Po pierwsze, miałam czas zaznajomić się z ich kosmetykami i muszę powiedzieć, ze mój zachwyt Estee Lauder systematycznie zmalał. Testowanie to jedna kwestia, ale stosunek ceny do jakości to jest kwestia zupełnie inna. Dlatego chciałabym wkrótce zamieścic notkę o tak zwanych kosmetykach z wyższej półki, które czasami niestety żerują głównie na reklamie i milionach dolarów wpakowanych w ładne modelki, a które poza pięknymi opakowaniami wcale nie mają tak wiele do zaoferowania. Druga rzecz to taka, że z pokorą wróciłam do kosmetyków mineralnych i odkrywam na nowo ich urok. Odkryłam także uroki kilku nowych firm, m.in. Andalou Naturals i Hydara Mar, dzięki ostatniej dostawy kosmetykowej w TJ Maxxie. Z pokorą wróciłam też do starego, dobrego i taniego Elfa, który ponownie zaskoczył mnie nowymi formułami i niesamowitą trwałością. A teraz słów kilka o kosmetykach z Polski.
Jeśli chodzi o dwufazowy płyn do demakijażu z Bielendy, to od dawna poszukuję czegoś, co byłoby dobrym środkiem do zmywania wodoodpornego tuszu do rzęs i eyelinera, a byłoby mniej drogie od płynu do demakijażu z Urban Decay. Ba, wodoodpornego - szukam płynu do demakijażu, który poradziłby sobie chociaż zadowalająco z regularnym tuszem. Zobaczymy jak na dluższą metę poradzi sobie Bielenda, choć na chwilę obecną odczucia mam dość neutralne.
* Obecnie wykończyłam już opakowanie Bielendy i muszę powiedzieć, ze pozytywnie mnie zaskoczyła. Dobrze radziła sobie ze zmywaniem praktycznie wszystkiego, nie podrażniała oczu i byla łatwa w użyciu. Jedyne zastrzeżenia, jakie posiadam, to wydajność - bardzo szybko ją wykończyłam - i zostawianie delikatnie tłustej powłoczki na oczach po użyciu (jednak tragedii nie ma, to jej jestem w stanie wybaczyć). Ogólnie - polecam.
Pozostałe kosmetyki ciągle testuję. Jedyne, co mogę napisać już teraz, to oszałamiające zapachy. Masełka Organique oferują niesamowitą gamę zapachów, używanie ich to czysta przyjemność. Dla wszystkich zastanawiąjacych się nad polityką testowania Organique - według mojej najlepszej wiedzy firma ma czyste sumienie. Niestety, nie ma ich na żadnej oficjalnej liście, dlatego nie mogę tego stwierdzić ze 100-procentową pewnoscią, ale tak naprawdę nawet bycie na liście nie gwarantuje prawdziwości składanych przez firmę oświadczeń (patrz Avon), w związku z tym zawsze pozostaje ten margines niepewności. Mimo wszystko, 95% pewności musi mi na razie wystarczyć :)
A tu maly bonus z mojej udokumentowanej zdjęciami przeprowadzki:











