Showing posts with label zadbana kobieta. Show all posts
Showing posts with label zadbana kobieta. Show all posts

Sunday, January 4, 2015

Jak oszczędzić na kosmetykach, a zawsze dobrze wyglądać i być zadbaną?

No więc jak to tak naprawdę było z tym niekupowaniem kosmetyków? Myślę, że mój post mógł być trochę źle zrozumiany. To nie jest tak, że jednego dnia wstałam i postanowiłam zostać minimalistką i przestać kupować kosmetyki. Zacznijmy od tego, że ja nie jestem w ogóle minimalistką. Oczywiście nie zaprzeczę, że rok niekupowania kosmetyków nauczył mnie dość sporo i także spowodował, że powoli zaczęłam interesować się ideą minimalizmu, ale nie znaczy to, że jestem obecnie minimalistką. Rok niekupowania kosmetyków nie wynikał z niczego innego niż z potrzeby zużycia moich zapasów i chęci ograniczenia nieposkromionego wydawania pięniędzy. Nie oznacza to także, że w tym roku nie dostałam nowych kosmetyków, ponieważ prawda jest taka, że im mniej kupowałam, tym więcej kosmetyków dostawałam jako prezenty urodzinowe, świąteczne, rocznicowe itp. Przykład na zdjęciu:



No ale rok zużywania wszystkiego, co mam w szafkach, nauczył mnie kilku rzeczy o sobie, o kosmetykach, a także o branży kosmetycznej.

1. Droższy kosmetyk nie zawsze równa się lepszemu kosmetykowi. Istnieje ogromna różnica pomiędzy kosmetykami z wyższej półki, a kosmetykami, które naprawdę są lepsze. Jeśli coś Ci naprawdę służy, używaj tego. Jeśli tylko myślisz, że coś "powinno" Ci służyć, bo jest drogie... to się zastanów co Tobą kieruje. Na pewnym blogu ostatnio przeczytałam, że przed kolejnym bezmyślnym zakupem powinniśmy zawsze zadać sobie pytanie: co ja tak naprawdę próbuję kupić? Zazwyczaj staramy się kupić obietnicę wiecznej młodości. Co tak naprawdę próbuje sprzedać nam kolejna modelka, która reklamuje szampon pólnaga, ale w szpilkach? Obietnicę sukcesu, obietnicę bycia atrakcyjną i pożądaną.

Reklamy działają na nas podświadomie w sposób, o którym nie mamy pojęcia. Zanim kupisz kolejny super drogi szampon, krem pod oczy czy super anty-zmarszczkowy krem, zadaj sobie pytanie co tak naprawdę starasz się kupić? Czy gdyby podszedł do Ciebie jakiś magik i powiedział, że sprzeda Ci magiczny krem za 5tys zł, który spowoduje, że będziesz wyglądać 10 lat młodziej, to byś go kupiła? Prawdopodnie nie, bo podświadomie wszyscy wiemy, że nie można odwrócić procesu starzenia się i geny mają prawdopodobnie znacznie więcej mocy decydującej, o tym, jak będziemy wyglądać w wieku 60 lat, niż niż nowy ekskluzywny krem. No chyba że jesteśmy gotowi poddać się operacji plastycznej. Tylko jeśli tak to dlaczego jesteśmy skłonni wydać te 5 tys zł na przestrzeni 5 lat, ciągle kupując odmładzające kremy? Podlicz ile byś zaoszczędziła, gdybyś przestała kupować kosmetyki poza absolutne minimum. Podliczyłaś? Jesteś w szoku jak i ja byłam?

Wiele osób mówi, że nasza Biochemia Urody sprzedaje kosmetyki z lepszymi składami niż wiele bardzo drogich kremów z wyższej półki, a jednak ludzie wciąż przepłacają za kremy, bo dają się nabrać na prosty trik. Ludzie płacą za złudę luksusu w ładnym opakowaniu. Wydaje nam się, że taka ułuda luksusu kupi nam status społeczny, prestiż i szacunek innych. Po necie ostatnio chodzi takie bardzo sławne powiedzenie Willa Rogersa: "Too many people spend money they haven't earned, to buy things they don't want, to impress people they don't like" (Zbyt wielu ludzi wydaje pieniądze, których nie zarobili, na rzeczy, których nie chcą, żeby zaimponować ludziom, których nawet nie lubią). Jesteś pewna, że Ciebie to nie dotyczy? Ani trochę? Nie starasz się pokazać eks-chłopakowi co stracił, zrywając? Ani koleżance z liceum, która nie uważała, że jesteś cool? Na pewno nigdy nie przyszło Ci to do głowy?

2. Przyjrzyj się sobie i zadaj sobie pytanie które z produków kosmetycznych tak naprawdę powodują, że czujesz się pewniej siebie. Naprawdę potrzebujesz rozświetlacza pod łuk brwiowy? Jesteś pewna, że niebieski cień do powiek sprawia, że wyglądasz lepiej? Jasne, że fiolet ma sprawiać, że zielone oczy są bardziej podkreślone, ale czy na pewno TY dobrze w nim wyglądasz?
Przyjrzyj się sobie. Gdybyś miała wybrać 5 najważniejszych kosmetyków, to co byś wybrała? Bez czego czułabyś się nieswojo? Dla mnie najważniejszymi kosmetykami są zdecydowanie (kolejność nieprzypadkowa): 1) korektor pod oczy, 2) tusz do rzęs, 3) podkład, 4) kredka do oczu bądź ciemny cień, 5) neutralny, niepołyskujący cień. Jeśli mogłabym dodać jeszcze coś, to z pewnością wybrałabym bazę pod cienie. Mogę żyć bez rozświetlaczy, bronzerów, pudrów, drogich perfum, różyków, maseczek do twarzy, peelingów, kremów do stóp. kremów do skórek, zalotek, cieni do brwi, żeli do brwi, lakierów do paznokci a nade wszystko nie wiem po co w ogóle mam błyszczyki do ust, skoro w ogóle ich nie używam!

Znajdź te kosmetyki, które naprawdę sprawiają, że czujesz się lepiej i zainwestuj w nie kosztem niekupowania tych, bez których naprawdę możesz się obyć. Przestań słuchać koleżanek, reklam, pań sprzedających, blogów. Skup się na sobie, w końcu kosmetyki kupujesz po to, żeby czuć się lepiej. Lubisz mocniej podkreślone oczy? Zainwesuj w nieosypujący się cień albo dobrą kredkę do oczu oraz tusz. Kup porzadny, nieuczulający i najlepiej mineralny podkład do twarzy. Powiedziałam mineralny, ponieważ one się nie przeterminowują, ale wybór w końcu powinien należeć do Ciebie.

3. Wymieniaj się kosmetykami z koleżankami, kupuj kosmetyki na spółkę, zamiast kupować kosmetyki, o których jakości nie masz pojęcia, sprawdź czy ktoś znajomy ich nie ma i czy nie pozwoliłby Ci spróbować. Oddaj rzeczy, których nie używasz osobom, których nie stać na ich kupienie albo wymień się z innymi.

4. Zawsze pamiętaj, że jeśli coś nie pasuje innej osobie, to nie znaczy, że nie będzie pasować Tobie. Każdy z nas jest inny. Zamiast się zniechęcać do kosmetyku, bo nie lubi go siostra, zapytaj czy mogłabyś sama go przetestować. Jeśli też go nie lubisz, podaj dalej. W ten sposób znacznie mniej rzeczy się zmarnuje (środowisko kochani, wszystko, co zostało wyprodukowane, zużyło jakieś zasoby naturalne) a w przyszłości może ktoś inny oszczędzi Ci pieniądze.

5. Zastanów się które z produktów kosmetycznych naprawdę poprawiają Ci humor albo samopoczucie, które naprawdę potrzebujesz, a które to zwykły marketingowy gadżet. Ja, dla przykładu, oddałam ostatnio 4 różne opakowania tzw. solid perfum - perfumy w kremie. Nigdy ich tak naprawdę nie używałam... po prostu podobała mi się sama idea takich perfum oraz ich opakowanie!

6. Niektóre kosmetyki można zużyć do innych rzeczy. Np. stare balsamy do ust używam na popękane w zimie ręce, a niezbyt udane kosmetyki do włosów typu szampon czy odżywka używam zamiast pianki do golenia. Dla mnie różnicy nie ma, a jeszcze raz, staram się by nic się nie marnowało.

7. Sporo produktów chemii gospodarczej może być zastąpione zwykłymi, tańszymi produktami do czyszczenia jak ocet winny i soda oczyszczona. (Przykład: uzbieraj skórki od pomarańczy i wrzuć je do czystego słoika. Zalej zwykłym octem, tak, by przykrył skórki i zostaw na parę tygodni, ok.4. Po tym czasie będziesz mieć super efektywny i ładnie pachnący środek do czyszczenia kuchni i łazienek. Spróbuj! Ocet jest niezastąpiony!) Zaoszczędzone pieniądze możesz dorzucić do funduszu na kosmetyk. Jeśli wciąż nie stać Cię ma kupienie sobie kosmetyków, które naptawdę chciałabyś mieć i byś używała na co dzień, poproś męża/koleżanki z pracy/rodzinę o dołożenie Ci pieniędzy na gwiazdkę. Lepiej mieć 5 dobrych sensownych kosmetyków niż drobne prezenty od ludzi miejących dobre intencje. 5 zł tu, 5 zł tam i byłby fajny kosmetyk.

8. Osobom, których naprawdę nie stać za bardzo na kupowanie kosmetyków radzę śledzić na bieżąco blogi urodowe, Na wielu blogach można znaleźć rozdania i losowania kosmetyków. W końcu się uda coś wygrać :)

Jeśli masz manię kupowania kosmetyków " z ciekawości", polecam zaprzestanie kupowania nowych kosmetyków na jakiś czas albo do czasu gdy zużyjesz, co masz. Jest to bardzo otwierające oczy doświadzczenie i wbrew temu, co się wydaje, może być początkiem reflekcji i innych, ważniejszych zmian życiu. 

Tuesday, January 31, 2012

Być kobietą wyjątkową. Czyli jaką?


Podczas przechadzania się po Empiku wpadła mi w oko książka  "Być damą". Sięgnęłam po nią z ciekawości. Tak to już jest, że tyle słyszę o tym jaka powinna być kobieta w dzisiejszych czasach: zadbana, modna, z błyszczącymi włosami, długimi mocnymi paznokciami, szpilkami na nogach, pachnąca drogimi perfumami, wykształcona, z uśmiechem na ustach i sukcesami w pracy. Jakoś jednak dawno nie wpadło mi w oko coś wspominające o tym po prostu jak się zachowywać tak by inni nas szanowali i lubili. Wrażenie to często potęgowane jest wszechobecnymi rubrykami dla kobiet z poradami, kolorowymi czasopismami pseudo-dla-kobiet oraz blogami urodowymi. No więc sięgnęłam po książkę trochę z ciekawości, trochę dla rozrywki i trochę żeby się dowiedzieć cóż takiego w kwestii bycia kobietą może mi poradzić inna kobieta. 

Książka podzielona jest na coś w rodzaju podrozdziałów dotyczących poszczególnych sfer życia: biura, wyprawiania przyjęć, uczestniczenia w ceremoniach pogrzebu czy ślubu, ubioru, zasad randek. Z książki tej dowiemy się na przykład że dama zaproszona na kolację do przyjaciół przynosi ze sobą podarek, że ubierając się na wyjście do ludzi zawsze bierze pod uwagę to, kto będzie na nim obecny i ubiera się tak by nikogo nie urazić ani nie wprawiać w zakłopotanie. Dama nie podnosi także głosu oraz nie szepcze do jednej osoby w obecności innych osób. Nigdy nie komplementuje też tylko jednej z osób w towarzystwie, ponieważ wprowadza to innych w zakłopotanie. W książce tej wyczytamy też porady bardziej szczegółowe, jak na przykład to, że zaproszona na ślub dama ubiera się tak by nie przyćmić panny młodej i nie wkłada bieli. 

Trzeba pamiętać, że książka napisana została przez Amerykankę i przedstawia zasady pomocne do życia w tamtejszym społeczeństwie. Niektóre rady są więc typowo dla Amerykanów: takimi poradami są porady dotyczące napiwków. Warto jednak zapoznać się z niektórymi z nich ponieważ są to także ogólne rady dotyczące międzynarodowych podróży i ogólnego savoir - vivre. 

Książka kosztuje 26,50 zł i chociaż jest szalenie krótka to myślę, że jest warta przeczytania. Po skończeniu lektury zadałam sobie pytanie czy chciałabym znać osobę postępującą zgodnie ze wskazówkami zawartymi w książce czy wręcz przeciwnie - uważałabym ją za napuszoną lalunię. Muszę przyznać, że nie miała bym nic przeciwko temu, żeby niektórym z moich znajomych wpadła ona w ręce.

No i najważniejsza rzecz - bycie damą nie jest równoznaczne z byciem damulką ze sztywnymi zasadami i wyprasowaną bluzką. Myślę, że ta książka w dość dobry sposób to ukazuje. 

A Wam z czym kojarzy się "prawdziwa dama"?

Wednesday, December 14, 2011

Metamorfoza w półtora miesiąca? Oczywiście! Czyli jak schudłam przez przypadek.

Idą święta, wraz z nimi Nowy Rok, a Nowy Rok pociąga za sobą postanowienia. No albo wyrzuty sumienia. Dziś chciałabym Wam trochę opowiedzieć o tym dlaczego w tym razem nie mam żadnych postanowień noworocznych.

Powód? Banalny. Tym razem naprawdę udało mi się osiągnąć w tym roku wystarczająco dużo, żeby nie musieć sobie niczego obiecywać na Nowy Rok. Zadziwiające, ale to wszystko udało mi się osiągnąć trochę tak jakby... przez przypadek. No to zaczynamy.

Po pierwsze mała historia o tym jak schudłam, po raz pierwszy w życiu, przez przypadek. A może nie tyle przez przypadek, co bez intencji schudnięcia a doprowadzenia mojego zdrowia do normalnego stanu. Tak się składa, że mam problemy zdrowotne, które postanowiłam nieco podreperować zdrową dietą. Bo nie wiem czy o tym mówiłam, ale mam cukrzycę. Cukrzyca i stresujący tryb życia nie idą zbyt dobrze w parze, a ponieważ miałam w tym semestrze dodatkowe obowiązki na uczelni, postanowiłam wziąć byka za rogi. Tym oto sposobem wpadła nam w rękę pierwsza książka z serii flat belly diet (nie ta co na zdjęciu, ale z tej serii). Mąż zobowiązał się gotować (dzięki Bogu, bo sama nie znoszę) 4 razy dziennie lekkie posiłki, postanowiliśmy zastosować się do rad w książce - m.in. codziennie chodzić na krótnie, półgodzinne spacery. Efekty diety przerosły moje najśmielsze oczekiwania.
Po pierwsze, cukry zrobiły się piękne, po prostu piękne. Po drugie, dieta była naprawdę pyszna. Przepisy są kolorowe i apetyczne, wciągnęliśmy w nią nawet innych członków rodziny. Wszyscy ją pokochali. Po trzecie, poprawił mi się stan paznokci i włosów a także generalna ilość energii i samopoczucie. Po czwarte - i tu nastąpił szok - schudliśmy z mężem w półtora miesiąca bez wysiłku, bez efektu jojo i bez stresu ok 6cm w pasie. W efekcie kupiliśmy z mężem 3 kolejne książki z tej serii z przepisami i wszystkie uwielbiamy.



Czego mnie ta dieta nauczyła?
- nie ma nic gorszego niż paranoja dietowa, stawianie sobie celów (tyle muszę schudnąć bo tak!), odmawiania sobie wszystkiego, rezygnowania z masła, ziemniaków czy pieczywa, bo tak trzeba i wcinania cięgle owoców i warzyw. Posiłki muszą być zrównoważone, ale sycące, inaczej prędzej czy później każdy się zniechęci

- odchudzanie ruchem? świetnie, jeśli ktoś ma czas. Ja nie mam. Przepisany w książce ruch - pół godziny spaceru, ale codziennie i lekkie ćwiczenia na mięśnie ok 10 min 3 razy w tygodniu zrobiły więcej niż moje poprzednie wygłupy z zamęczaniem się ruchem

- nie zapominajcie o orzechach, pestkach, słoneczniku, oleju sojowym, oliwie z oliwek, tłuszczu z avocado i gorzkiej czekolady. Tłuszcz jest niezbędny, żeby nie czuć się głodnym, ale to oczywiście zależy od tłuszczu. 2 łyżki słonecznika do potraw wybogacą ich smak i zapewnią brak wilczego głodu między posiłkami. Trochę czekolady do posiłku sprawi, że nie będziemy łaknąć namolnie słodyczy i wcinać ich po zakończeniu diety. A oliwa z oliwek jest świetna do podmażenia niektórych potraw.

- posiłki powinny mieć ok 400 - 450 kcal (nic dziwnego, że nigdy nie wytrzymałam na diecie jak moje miały 200 kcal!), jedzone nie rzadziej niż co 3-4h i powinno być ich 4. Wraz z ruchem nie ma szans nie schudnąć.

- Na diecie o diecie nie powinno się myśleć. Schudnięcie powinno być efektem przejścia na zdrowy tryb życia, nie kolejne morderczego planu. Ja nawet nie miałam w domu lustra, o tym, że schudłam tak wiele dowiedziałam się dopiero z reakcji otoczenia

- jedzenie powinno być zróżnicowane, ciekawe, kolorowe, sprawiające radość. Pokochałam miłością płomienną afrykańską zupę orzechową i makaron z kabaczkami ( a ponoć ich nie lubię?), a także deser czekoladowo ' czereśniowy w tortilli. To wszystko na diecie! Na diecie jedliśmy też potrawy chińskie, indyjskie, japońskie, afrykańskie tylko oczywiście odpowiednio zmodyfikowane. Dieta może być zmodyfikowana odpowiednio dla wegetarian, myślę, że nawet dla wegan.

To był mój krok 1 do metamorfozy. Teraz krok 2.

Zachęcona zmianą w mojej sylwetce i pozytywnymi reakcjami postanowiłam zapuścić wreszcie paznokcie. Wiem wiem, że nie są idealne, ale nie od razu Kraków zbudowano :)
Efekty zapuszczana po ok. 2 miesiącach:





Pierwszy raz w życiu pomalowałam też paznokcie na bordowy kolor! (ale o tym nie w tej notce)

Krok 3: makijaż

Popracowałam nieco nad makijażem. Być może wkrótce pokażę Wam nawet pierwsze efekty. Przyjrzałam się co mi pasuje a co nie. Pokombinowałam z eyelinerem, kredką, kreskami, cieniami, różami. No ale o tym dokładnie później.

Krok 4:

Na fali tych wszystkich zmian zafarbowałam też włosy, pilnując, żeby przy tym o nie dbać odżywkami i olejkami (farba, której użyłam to nietestowany na zwierzętach Revlon).

Któregoś dnia przyszłam do pracy (po kilku dniach przerwy) i dostałam TONę komplementów. Naprawdę, masę. Jak nie komentarz, to zaciekawione spojrzenie. Było warto? Było. Tym bardziej, że nie było to ani trudne, ani nawet specjalnie zaplanowane. Ot tak, samo wyszło. Przyszło wraz ze zmianą nastawienia do samej siebie, niezajadania smutków i cieszenia się życiem.

Saturday, November 5, 2011

O ładnych pudełeczkach i nieładnym opakowaniu ;)

Uśmiałam się kiedy przeczytałam cytat Marleny Dietrich: "If beautiful voices were sold over the counter prettily wrapped, women would buy them." (Gdyby piękne głosy były sprzedawane w ładnych opakowaniach, kobiety by je kupowały). Uśmiałam się choćby dlatego, że korzystając ze strony HeuteLook, dokonałam jakiś czas temu zakupu kilku drobiazgów. Wśród nich znalazło się urocze pudełeczko na pojedyncze cienie Stila. Nie żeby to było coś koniecznego, ale skoro już było na promocji... ;) No bo pudełeczko było śliczne no i pojedyńczy cień wygląda przecież tak niechlujnie bez pudełka...



Pudełeczko jest bardzo estetyczne, solidnie wykonane, metalowe i magnetyczne, przez co po skończeniu cienia można w nie włożyć inny wkład. (Oczywiście skończenie cienia to pobożne życzenie, nie wiem ile w życiu cieni używałam, ale wiem, że jeszcze żadnego nie udało mi się wykończyć...)



Pomysł jest dobry, a takie pojedyncze opakowania magnetyczne na pewno ułatwiają korzystanie z cieni sprzedawanych jako wkłady, ponieważ nie za bardzo można z nich korzystać nie posiadając palety magnetycznej. Czy jednak jest to zakup niezbędny to bym jednak polemizowała. Tak czy siak, miło je posiadać we własnej kolekcji.



A tak wyglądają cienie bez pudełeczka:



Bardzo lubię Stilę, produkują świetne kosmetyki i mają fantastyczne palety. Ich najnowsza paleta świąteczna "chodzi za mną" już od kilku tygodni. Widziałam ją na żywo i prezentuje się naprawdę cudnie. (pokazywałam ją w tym poście http://nietestowane-na-zwierzetach.blogspot.com/2011/09/nowosci-u-stila.html#axzz1cqHlmZtw )

Swoją drogą ostatnio naszło mnie na przemyślenia (dotyczące bycia zadbaną), czemu kobiety ostatnimi czasy tak dużo wiedzą o najnowszych trendach, a tak niewiele o szeroko pojętej elegancji czy kobiecości. Do tego typu rozmyślań zainspirował mnie inny cytat Marleny Dietrich:

"Don't ever follow the latest trend, because in a short time you will look ridiculous. Don't buy green, red or any other flamboyant-colour dress. A small wardrobe must consist of outfits that you can wear again and again." (Nigdy nie staraj się podążać za najnowszym trendem, bo w krótkim czasie będziesz wyglądać idiotycznie. Nie kupuj mocno zielonych, czerwonych czy innych sukienek w wyzywających (krzyczących) kolorach. Szafa powinna składać się z rzeczy, które możesz nosić i nosić ponownie).

Coś w tym jest, że dziewczyny szukają jak by się wyróżniać, rzucać w oczy, zrobić wrażenie, ale czasami takim jakimś... mało wyrafinowam sposobem. Mało w tym tajemniczości, kobiecości, siebie. Tak samo w perfumach - zamiast psiknąc się raz co by w powietrzu unosiła się delikatna, ledwie wyczuwalna woń, to często woń tę można wyczuć z odległości 200 m na ulicy. Podobne zdanie mam o chwilowych trendach w makijażu, które na celu mają tylko sprzedaż najnowszej limitowanej kolekcji poszczególnych firm - byle więcej na oku, byle bardziej szokowało, byle skandalicznie.

Być może nie mam racji, nie wiem. Ale jakoś nie chcę za 5 lat wziąć swoich starych zdjęć do ręki i dostać zawału - o boże, to byłam ja? Naprawdę tak wyglądałam? Podbite oko, zbyt wyzywająca sukienka i rumieniec na twarzy jak po przebiegnięciu 20 kilometrów??

Sunday, October 9, 2011

Jak dbam o moją cerę

Część z Was prawdopodobnie nie pamięta, ale jakiś czas temu narzekałam na to, że na mojej twarzy zrobiło się istne pobojowisko. Generalnie nie mam problemów z moją cerą, od czasu do czasu wyskoczy mi jakaś niespodzianka, czasami coś się stanie, ale generalnie nie mogę narzekać. Jednak jakiś czas temu moja twarz wyglądała wprost fatalnie, nie mogłam uwierzyć: zanieczyszczona, z dużymi wypryskami, rozszerzonymi porami, przesuszonymi policzkami i bardzo świecącym się czołem. Cera brzydkiego koloru, ziemista. Fatalne cienie pod oczami. Jak sobie z tym poradziłam?

Od razu zaznaczam, że każdy człowiek jest inny, ale moje rady są dość ogólne i mogą przydać się niektórym z Was.

1. Pielęgnacja 'od wewnątrz'.

* kiedy zmieniam dietę na gorszą i średnio dbam o to co mam na talerzu, moja twarz mści się na mnie ziemistym kolorem i gorszym stanem. Po pierwsze więc - zmiana diety na bardziej zbilansowaną. Co mi pomogło? Przestałam słuchać durnych porad w stylu nie jedz tyle tłuszczu i wreszcie zaopatrzyłam się w sensowną książkę na temat zbilansowanej diety. Regularnie jadłam posiłki bogate w naturalne zdrowe tłuszcze roślinne (do każdego posiłku trochę orzechów, pestek, oliwy z oliwek bądź awokado). Efekt? Schudłam, a stan cery bardzo się poprawił.

* planowałam jak wszyscy zamienić herbatę czarną na zieloną/czerwoną/mate cokolwiek co dałoby mi poczucie, że oczyszczam organizm od wewnątrz. To się jednak nie powiodło, nie byłam w stanie kompletnie zrezygnować z czarnej herbaty. Zamiast tego piję różne rodzaje herbat, ale wysokiej jakości. Może to przypadek, ale od kiedy zwaracam uwagę na to, żeby kupować herbaty ze Sprawiedliwego Handlu (info o SH można znaleźć po lewej stronie bloga, link do strony), mam wrażenie, że stan mojej cery też się niejako poprawił. Tu jednak nie mam dowodów, to tylko moje osobiste odczucia. Piję więc różne herbaty (gł. Dilmah, Twinnings, Stash i inne, a także herbaty sypkie ze świata herbat itd - zielone, czarne, białe itp), natomiast nie pijam kawy.

* ze słodyczy jadam głównie czekolady gorzkie, z dużą zawartościa kakao

* od kiedy jestem mężatką (mój mąż u nas gotuje i stawia na zdrową kuchnię), spożywam zdecydowanie mniej soli na konto innych zdrowych przypraw (ale nie sztucznych mieszanek typu maggi czy przyprawa do kurczaka). Posiłki doprawiamy tymiankiem, majerankiem, lubczykiem, gorczycą, kurkumą itd. itp. - ale spożycie soli zdecydowanie ograniczyliśmy, chociaż dla mnie to był ciężki i długotrwały proces

2. Pielegnacja 'od zewnątrz'

# po pierwsze, w zasadzie nie używam podkładu na co dzień. Jeśli już go używam to jest to tylko i wyłącznie podkład mineralny (ale prawdziwy mineralny, a nie drogeryjny pseudomineralny) typu Everyday Minerals. W życiu nie nałożyłabym na moją twarz jakiegoś podkładu drogeryjnego z promocji

# cerę mam mieszaną, ale matujących produktów używam od wielkiego dzwonu (czytaj: na wielkie wyjścia), bo tylko pogarszały stan mojego czoła

# nie mam stałego programu pielęgnacji. Nie używam kremów na co dzień, bo tak trzeba. Kiedyś rozmawiałam o tym z moim dermatologiem i on był zdania, że cera pokaże nam kiedy czegos potrzebuje. W związku z tym nie katuje mojej cery codziennym używaniem kremu czy żelu do czyszczenia, jeśli nie czuję, że istnieje taka potrzeba

# jeśli nakładam makijaż, demakijaż jest dla mnie bardzo ważny. Do demakijażu używam produktów naturalnych, od pewnego czasu pomarańczowego olejku myjącego z Biochemii Urody. Używam jednak czasami innych produktów - produkty do oczyszczania cery są dla mnie bardzo ważne i zazwyczaj staram się siegać po wyskiej jakości produkty (na to nie szczędzę pieniędzy)

# od pewnego czasu twarz myję naturalnym mydłem (ostatnio robiłam o nim notkę). Pomaga mi to ograniczyć nadmierne przesuszenie twarzy szczucznymi detergentami

# nie używam kosmetyków do cery tłustej, tylko delikatnych kosmetyków nawilżających, które pomagają mi kontrolować ilość wydzielanego sebum. To, co bardzo pomogło mi na cerę to krem na noc Organix (używany jednak niecodziennie, tylko jak czuję, że cera potrzebuje) oraz krem an co dzień Nature's Gate (recenzja na dniach)

# jeśli czuję, że moja cera potrzebuje odświeżenia bądź ukojenia, używam na co dzień hydrolatów jako mgiełek do twarzy, a nie toniku. Po prostu spryskuję nimi twarz

To tyle ode mnie :) Moja cera nigdy nie była w lepszym stanie i zdaje się, że moje sposoby jej służą, a nuż którejś z Was tez pomogą? :)

Wednesday, August 10, 2011

1. Zadbana kobieta - kwestia gustu, stylu i mody.

Tak jak obiecałam, chciałabym dzisiaj zacząć pierwszą notkę z serii Zadbana Kobieta. Nie bez powodu zaczęłam od ciuchów oraz sposobu ubierania - w końcu jest to w pierwszej mierze nasza wizytówka, pierwsza rzecz, po której można nas poznać. Chciałabym dać Wam kilka rad wynikających z własnych obserwacji.

Dzisiaj najbanalniejsza pod słońcem rada odnośnie doboru ubrań. Oczywiście z ubraniami sprawa nie jest prosta, ponieważ ubrania spełniają kilka funkcji - między innymi możemy przez nie wyrazić siebie, własny styl i charakter, nierzadko artystyczne pasje, nie zapominając oczywiście o tym, że od razu da się poznać, na jaką to okazję właśnie się wybieramy (co innego na randkę, co innego do biura), czasami statusu materialnego (normalni ludzie nie pomykają w kostiumach Armaniego na spacer po mieście) itd itp. Ja tylko chciałam dodać swoje trzy grosze apropos tego, jak wyglądać i czuć się dobrze w każdej sytuacji, niezależnie od funduszy czy upodobań.

A) Styl a moda to dwie różne rzeczy.

Zadbana kobieta wcale nie równa się kobiecie modnej. Znam wiele kobiet ubierających się bardzo modnie, a niestety sprawiających wrażenie kompletnie niezadbanych z powodu lekceważenia pewnych starych jak świat zasad ubioru. Moim skromnym i osobistym zdaniem znacznie ważniejszy od najnowszych trendów jest styl. Znalezienie własnego stylu zajmuje niekiedy trochę czasu, ale jest niejako wizytówką kobiety. Dlatego po znalezieniu własnego stylu można bawić się w dodawanie do niego pewnych elementów tego, co jest modne. Tu jednak jedna podstawowa zasada:

Kobieta z własnym stylem nigdy nie założy czegoś, w czym wygląda naprawdę źle tylko dlatego, że jest to modne. 


Tak więc pierwsza i wydająca się kompletnie banalną rada: znajdź swój styl (nieważne czy jest to styl sportowy, kobiecy, dziewczęcy, kokieteryjny, klasyczny, elegancki, biurowy, wesoły, można nawet zmieniać style w zależności od okazji, styl może się przejawiać w określonym sposobie łączenia ciuchów, preferowaniu określonych krojów sukienek, pewnych kolorów, pewnych zdecydowanych połączeń itd itp). Chodzi o to, żeby w stroju wyrażać też w pewien sposób swój charakter. Od razu przypomina mi się moja przyjaciółka, która na ważny egzamin obok stroju galowego (czarna elegancka spódnica, biała bluzka z kołnierzykiem) założyła kolczyki - barany, czym kompletnie rozłożyła na lopatki zarówno innych studentów, jak i profesora. No bo przecież elegancko była ubrana, prawda? Tylko z uszu zwisały jej zadziornie 2 baranki. Ale babka ma poczucie humoru i głowę na karku, więc w taki sposób jej charakter znalazł ujście. Oczywiście jej prześmieszne kolczyki w osły, owoce, biedronki albo inne takie stały się niejako jej wizytówką po tym incydencie ;)

B) Każdy ma pewne atuty, które należy uwypuklić i mankamenty, które dobrze by było zatuszować.

Zasada numer dwa: zadbana kobieta nie nosi ubrań, które podkreślają jej słabe strony ani takich, które tuszują to, czym powinna się chwalić. Ubraniami naprawdę można wiele zdziałać. Odpowiedni dobór wzorów czy krojów pomaga manipulować trochę naszym wyglądem. Np. ładny biust dobrze jest podkreślać kopertowym dekoltem, ładne wcięcie w talii odpowiednio skrojonymi (najlepiej dopasowanymi) bluzkami, zgrabną pupę podkreślającymi nasz atut spodniami. Brak ładnej figury (w sensie proporcji) łatwo zatuszować dobrze skrojonymi sukienkami (ładne wcięcie w talii i rozkloszowany dół), za chude nogi - długimi spódnicami bądź luźniejszym typem spodni, masywne uda odpowiednią długością i krojem spódnic, brak talii - ładnie wykrojonymi tunikami. Za krótkie nogi można optycznie wydłużyć jasnymi spodniami z podwyższonym stanem i krótszymi topami. Dziewczyny, możliwości są ogromne, wykorzystajcie je!

C) Znajdź kolory, w których dobrze wyglądasz.

Każda z nas ma kolory, w których wygląda wyjątkowo korzystnie oraz kolory, w których wygląda jakbyśmy nie opuszczali łóżka przez tydzień z powodu zapadnięcia na rzadką tropikalną chorobę. Nie ma osoby, która wyglądałaby dobrze w każdym kolorze (chyba że z pomocą odpowiedniego makijażu, ale to już inna kwestia). Znajdźcie je! Zatrudnijcie do tego koleżanki, mamę, siostrę, znajomych, obserwujcie reakcje otoczenia. Ja na przykład sama zauważyłam, że przy noszeniu szarości bądź kolorów ziemi często dostawałam pytania o to czy źle się czuję i czy ja może nie jestem chora? Po jakimś czasie zauważyłam też, że dostaję komplementy zawsze gdy ubieram się w intensywnie ciepłe odcienie - najlepiej koral i czerwień. "Och, chyba wreszcie odpoczęłaś co, ładnie wyglądasz". Moja rada - unikajcie kolorów, w których wyglądacie na zmęczone, z którymi gryzie się wasza cera itd. Jest to bardzo prosta rada, nie wymagająca wiele czasu ani wysiłku.

D) Jeśli masz ubrania w kolorach, w których Ci wybitnie nie do twarzy, wykorzystaj trik z apaszką.

Najprostsza sprawa pod słońcem - ożyw swoją twarz apaszką. Jeśli jesteś osobą bardzo zabieganą, po prostu skompletuj sobie 2 zestawy apaszka + torebka w podobnym kolorze, dodawaj je do stroju w kolorze niezbyt pasującym (ja np. zakładam często łosoś bądź pewne odcienie turkusu do szarego, eleganckiego stroju) i wyjście z domu powinno nastręczać mniej trudności.

E) Zadbany wygląd w każdej sytuacji.

Kto z nas nie zna tego upokarzającego uczucia kiedy, siedząc w domu w wyciągniętym dresie, poplamionej koszulce i bez makijażu, pojawia nam się w drzwiach niezapowiedziany gość. Pół biedy jeśli to listonosz przynoszący nam paczkę z Biochemii Urody lub iherbu ;), kłopot zaczyna się gdy chłopak, z którym coś zaczęłaś kręcić nagle postanowił wpaść, bo "był w okolicy". Jak uniknąc takich wpadek? Najprostsza rzecz pod słońcem to nosić po domu tylko i wyłącznie koszulki w naszym kolorze (oczywiście bardzo wygodne). Naprawdę po domu nie trzeba nosić koszulek Calvina Kleina ani jedwabnych koszulek za 100 zł, w związku z tym kilka bazarowych koszulek w idealnie dobranym pod nas odcieniu nie powinno być majątkiem. A efekt ładniejszej buzi murowany.
Kolejny trick - siedzisz w domu bez makijażu, przez co wyglądasz na zmęczoną, z podkrążonymi oczami i zmęczonym spojrzeniem? Po cichu modlisz się, żeby nikt Cię nie widział w takim stanie? Najprostsze rozwiązanie (wyczytałam kiedyś na Wizażu, nie był tu mój pomysł) - dosyp trochę mineralnego korektora do kremu pod oczy, którego regularnie używasz. Dzięki temu za każdym razem gdy użyjesz kremu pod oczy w domu, cienie pod oczami będą wydawać się mniejsze, a kolor sinych obwódek zneutralizowany. Oczywiście, żeby nie obciążać skóry wokół oczu makijażem podczas leniwych weekendów czy wieczorów bez sensu jest nakładać ciężki korektor pod oczy, ale korektor mineralny powinien być delikatny, ledwie widoczny i najmniej szkodliwy. Jeśli Twoją zmorą nie są cienie pod oczami, tylko inne niespodzianki na buzi, taki sam trick możesz zrobić z kremem to twarzy, którego używasz. Tym oto sposobem pozbawiłaś się właśnie zmęczonej cery i ziemistego wyglądu. Jedyne co pozostaje w takiej sytuacji to awaryjna szminka ;) Moja rada - znajdź odcień pomadki, która powoduje, że wyglądasz świeżo bez pełnego makijażu. Dzięki temu w ciągu 2 sekund, jakie pozostają po odkryciu kto stoi za drzwiami, unikniesz kompletnej wpadki.~

F) Na koniec dobra wiadość dla wszystkich - piękno się dziedziczy, ale bycia atrakcyjną można się nauczyć.

Nie każda kobieta może być prawdziwą pięknością, ale każda może być kobietą naprawdę atrakcyjną. Piękno to rysy twarzy i dane nam parametry, atrakcyjność to wszystko wokół. Piękne kobiety często giną w tłumie kobiet atrakcyjnych i zadbanych, nie wiedząc nawet o potencjale, który w nich drzemie. Atrakcyjne kobiety nierzadko uchodzą za kobiety piękne. Nie raz słyszałam od kolegów, że jakaś kobiety jest piękna, pomimo że obiektywnie pieknością na pewno nie była. I co z tego? Na swój sposób była piękna! Kochane, wszystko zależy od nas i od naszych decyzji.

Czekam na wskazówki jakie są Wasze metody na zadbany wygląd w kwestii ubrań, zwłaszcza jak uniknąc wpadki podczas siedzenia w domu :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...