Showing posts with label fotograficzne impresje. Show all posts
Showing posts with label fotograficzne impresje. Show all posts

Thursday, August 16, 2012

Paczka z Polski



Z góry przepraszam za jakość zdjęcia, ale od czasu przeprowadzki kompletnie nie moge znaleźć odpowiedniego miejsca i światla. Patrzę na to kiedy udało mi się ostatnim razem zamieścić notkę na blogu i wierzyć mi siś nie chce. Oj, zaniedbałam bloga, zaniedbałam. Powodów mojej nieobecności było kilka, głównie jednak brak czasu i bycie bardzo zapracowaną.

Z dumą mogę powiedzieć już w czasie przeszłym, że przeszłam jedną z największych faz zwątpieniowych dotyczących nietestowanych kosmetyków (z powodu firm sprzedających kosmetyki w Chinach) i chyba wyszłam z tego mocniejsza, stapająca mocniej po ziemi. Jakiś czas przed ogłoszeniem Estee Lauder o sprzedawaniu na rynku chińskim dostałam kilka prezentów ich marek (Smashbox, Tommy Hilfiger, sama Estee Lauder) i początkowo przyjąłam z ciężkim sercem fakt, że wylądowały na czerwonej liście. Z czasem jednak zacząłam dostrzegać i dobre strony takiej sytuacji. Po pierwsze, miałam czas zaznajomić się z ich kosmetykami i muszę powiedzieć, ze mój zachwyt Estee Lauder systematycznie zmalał. Testowanie to jedna kwestia, ale stosunek ceny do jakości to jest kwestia zupełnie inna. Dlatego chciałabym wkrótce zamieścic notkę o tak zwanych kosmetykach z wyższej półki, które czasami niestety żerują głównie na reklamie i milionach dolarów wpakowanych w ładne modelki, a które poza pięknymi opakowaniami wcale nie mają tak wiele do zaoferowania. Druga rzecz to taka, że z pokorą wróciłam do kosmetyków mineralnych i odkrywam na nowo ich urok. Odkryłam także uroki kilku nowych firm, m.in. Andalou Naturals i Hydara Mar, dzięki ostatniej dostawy kosmetykowej w TJ Maxxie. Z pokorą wróciłam też do starego, dobrego i taniego Elfa, który ponownie zaskoczył mnie nowymi formułami i niesamowitą trwałością.  A teraz słów kilka o kosmetykach z Polski.

Jeśli chodzi o dwufazowy płyn do demakijażu z Bielendy, to od dawna poszukuję czegoś, co byłoby dobrym środkiem do zmywania wodoodpornego tuszu do rzęs i eyelinera, a byłoby mniej drogie od płynu do demakijażu z Urban Decay. Ba, wodoodpornego - szukam płynu do demakijażu, który poradziłby sobie chociaż zadowalająco z regularnym tuszem. Zobaczymy jak na dluższą metę poradzi sobie Bielenda, choć na chwilę obecną odczucia mam dość neutralne.
* Obecnie wykończyłam już opakowanie Bielendy i muszę powiedzieć, ze pozytywnie mnie zaskoczyła. Dobrze radziła sobie ze zmywaniem praktycznie wszystkiego, nie podrażniała oczu i byla łatwa w użyciu. Jedyne zastrzeżenia, jakie posiadam, to wydajność - bardzo szybko ją wykończyłam - i zostawianie delikatnie tłustej powłoczki na oczach po użyciu (jednak tragedii nie ma, to jej jestem w stanie wybaczyć). Ogólnie - polecam.

Pozostałe kosmetyki ciągle testuję. Jedyne, co mogę napisać już teraz, to oszałamiające zapachy. Masełka Organique oferują niesamowitą gamę zapachów, używanie ich to czysta przyjemność. Dla wszystkich zastanawiąjacych się nad polityką testowania Organique - według mojej najlepszej wiedzy firma ma czyste sumienie. Niestety, nie ma ich na żadnej oficjalnej liście, dlatego nie mogę tego stwierdzić ze 100-procentową pewnoscią, ale tak naprawdę nawet bycie na liście nie gwarantuje prawdziwości składanych przez firmę oświadczeń (patrz Avon), w związku z tym zawsze pozostaje ten margines niepewności. Mimo wszystko, 95% pewności musi mi na razie wystarczyć :)

A tu maly bonus z mojej udokumentowanej zdjęciami przeprowadzki:






Sunday, March 18, 2012

Los Angeles w obiektywie

Jako że nieco poprawił mi się humor, za co należy "winić" Gunię i jako że czytam chętnie wasze komentarze (a w komentarzach pojawiła się prośba o fotki z Kalifornii), postanowiłam dziś rzucić kilka fotograficznych impresji ze słonecznego królestwa. Natomiast Gunia przedstawiła ciekawy link, ukazujący pozew przeciwko Estee Lauder za wprowadzanie klientów w błąd w sprawie testowania na zwierzętach, co przyczyniło się do mojej poprawy humoru.  Co prawda EL prawie na pewno sprawę sądową wygra bo przebiegle umieszczali cały ten czas formułkę "o ile nie wymaga tego ptrawo", to jednak cieszy mnie, że nie można już tak bezkarnie motać klientom w głowach.

No to kilka pejzaży z najprzyjemniejszych części LA (no bo tak sielankowo to tu niekoniecznie musi być i trzeba uważyć w której części LA się człowiek znajduje). Zdjęcia wykonane w okolicy Torrance i San Pedro.


Choć trudno w to uwierzyć, to nie jest żaden kurort nadmorski, tylko normalne miasto (a w zasadzie sieć miasteczek, nazywana wspólnie LA.)


Ten dach to zwykły dom, ktoś ma ładny nadmorski widok ;) Stawiam na producenta filmowego albo businessmana, a Wy?


Roślinność przyuliczna.


Więcej domów z widokiem na ocean.


No jeszcze trochę palm.

Mam nadzieję, że Wam się podoba. A na razie 

Sunday, January 1, 2012

Pustynne i semipustynne impresje

Nowy rok imigranta. Ale przynajmniej amerykańska ziemia nie jest mi obcą.

Zauważyłam, że sporo z Was wyraziła zainteresowanie wrażeniami i zdjęciami ze Stanów. Moje pierwsze tygodnie tu były prawdziwą przygodą, tym bardziej, że zwiedzałam pod okiem osoby tu urodzonej, wychowanej i wiecznie podróżującej po tym kraju. Z osobą, która zna kraj od wewnątrz podróżuje się inaczej - znajduje się małe, nieznane turystom miejsca i ukryte szlaki, piękne ale niedocenione widoki, atrakcje o którym nietubylcom się nie śni. Do dziś regularnie przegladam zdjęcia z tych naszych pierwszych szalonych eskapad. Mój ówczesny chłopak, obecnie mąż, bardzo chciał mnie przekonać, że życie w USA jest bajką i chytry człek pokazał mi tylko to co piękne, zachwycające i warte zobaczenia zanim mi się, w bardzo malowniczym miejscu, oświadczył. Spryciarz, co?

Dziś, zaczynając mój kolejny rok tu i zaczynając, mam nadzieję, profesjonalne życie tu, lubię wracać myślą do tych dni kiedy to wszystko to był począatek. Stany przerażały swoim ogromem (matko, dostałam ataku paniki w pierwszym kalifornijskim sklepie!), przyspieszonym trybem życia, mieszanką kulturową itd. Chętnie do tego wracam, żeby zobaczyć jaki postęp zrobiłam od tej pory.

Postanowiłam podzielić się z Wami kolejną porcją zdjęć - tym razem zdjęć krajobrazów typowo pustynnych. Kiedy byłam jeszcze w szkole, pamiętam, że na geografii próbowano nas nauczyć (znaczy wbić nam do łbów metodą zzz ;) różne typy krajobrazów pustynnych i semipustynnych. Nigdy nie mogłam zrozumieć o co chodzi - dla mnie pustynią była Sahara, dużo piasku i nic.

Po przylocie do Stanów Zjednoczonych nagle wszystko stało się jasne. Ilość przeróżnych krajobrazów pustynnych w Stanach jest co najmniej zadziwiająca. Są one szczególnie typowym elementem krajobrazu w stanach takich jak: Nowy Meksyk, Arizona, Nevada, Utah, południowa Kalifornia, partie Teksasu.

Wszystkie zdjęcia zostały zrobione przeze mnie, dlatego są podpisane znakiem wodnym.

Niesamowicie ciekawym zjawiskiem pustynnym jest erozja, która jest powodem wielu dziwnych formacji pustynnych, jak np. Monument Valley w Arizonie:



Co mnie także niesamowicie zdziwiło to różnorodność formacji skalnych oraz odcieni tychże skał:




Co mnie także bardzo zaskoczyło to partie wyglądające jak spalona ziemia (Arizona/ Nevada):







Colorado River, powód wielu obecnych parków narodowych (tak tak, odpowiedzialna także za wydrążenie Wielkiego Kanionu!), zdjęcie wykonane w Utah:








Spora część zdjęś wykonana została z samochodu. Tak, takie widoki można zobaczyć przejeżdżając po autostradzie! Co mnie jednak denerwuje to fakt, że często bardzo trudno się dobrze przyjrzeć, już nie wspominając o zdjęciach.

A tutaj coś odrobinę innego: krajobraz z drzewkami Joshuego (zdjęcie z Południowej Kalifornii). Ponoć te drzewka rosną tylko w 2 partiach świata, w południowej Kalifornii i zdaje się Jerozolimie (ale tu głowy sobie nie dam uciąć):



Mam nadzieję, że podobały Wam się zdjęcia.

Wednesday, December 28, 2011

Stany a Stany: różne oblicza

Dzisiaj trochę z innej beczki czyli kilka zdjęć i nic więcej.

Często spotykam się ze zdaniem Amerykanów, że jak wyjadą za granicę i mówią, że są ze Stanów, to Europejczycy od razu myślą, że z Nowego Jorku albo z Los Angeles. Od bidy uznają też Boston, Seattle i Chicago. Bo dla większości Europy Stany to wielkie drapacze chmur i eksluzywne sklepy i wygląda to mniej więcej tak:



albo tak:





albo chociaż tak:




lub tak:





Kiedy tak naprawdę Stany to 2 wybrzeża i masa powierzchni pomiędzy! Stany mogą być piękne, zachwycająace, dołujące, deprymujące, ekscytujące, malownicze. Chcę Wam teraz pokazać różne oblicza Stanów, często nieznane Europejczykom. Wszytskie zdjęcia zostały zrobione przeze mnie podczas wielu podróży po Stanach, nie wyrażam zgody na ich kopiowanie i powielanie. Jeśli chcesz użyć zdjęcia bez znaku wodnego do własnych celi, proszę napisz do mnie i zapytaj :)


Np. bezkresne drogi:



Krajobrazy pustynne, królujące w południowej części kraju:










lub malownicze zbiorniki wodne:



i Parki Narodowe:








Oczywiście, obok tego masa małych miejscowości, mniej lub bardziej deprymujących i nie kojarzących nam się ze Stanami ani trochę. Nie ma to jak zróżnicowanie, co?

Thursday, December 22, 2011

o przeprowadzce słów kilka


Kochani, po pierwsze witam wszystkich nowych Obserwatorów i pozdrawiam starych (w sensie dawnych!) :) Bardzo mi miło wszystkich witać w moich skromnych progach.

Tyle Wam ostatnio smęciłam o przeprowadzce, że postanowiłam opisać wrażenia w kilku słowach. Więc po pierwsze, przeprowadzam się z 1 wzbrzeża na drugie i jazda w poprzek Stanów trwała 5 dni. Po drugie, zrobiliśmy sobie z Małżem malusią jednodniową wycieczkę - prezent i odbiliśmy trochę od trasy do Wielkiego Kanionu. Po trzecie, tyle można by o sposobie podróżowania w Stanach powiedzieć, że chyba zacznę nową serię o podróżach na moim drugim blogu (o emigracji na wesoło). Tu tylko pragnę napomknąć, że kilka zakupów kosmetycynych także okazało się niezbędnych w drodze i mam trochę do opowiedzenia o nich. Także wiem już co kosmetycznego dostanę pod choinkę od Małża i przez tę wiedzę mało się dziś (ekhem ekhem) nie posikałam ze szczęścia ;) No ale o prezentach PO świętach ;)

No to dziś notka nieco inniasta, bo zdjęcia z gatunku podróżniczych.

Wszystkie zdjęcia są zrobione przeze mnie, a nie skradzione z netu (de facto z dzisiaj). W Wielkim Kanionie było pieruńsko zimno, ale bardzo klimatycznie i świątecznie. I zobaczcie co udało nam się sfotografować po drodze - odrobinę dzikiej zwierzyny!



Zdjęcie może wydawać się nieprawdopodobne, ale biorąc pod uwagę fakt, że w Wielkim Kanionie obowiązuje zakaz polowania i że grasują w nim pumy, z dwojga złego rogacizna woli ludzi niż szpony drapieżników - wcale ale to wcale im się nie dziwię ;)Szczerze mówiąc są one tak przyzwyczajone do ludzi, że spokojnie sobie łażą między szlakami.

A tu jeszcze małe zdjęcie z Arizony - słynne wiejące pustkami amerykańskie bezdroża. Czasami da się nie zobaczyć cywilizacji przez wiele wiele mil. Szczerze mówiąc martwi mnie tak modne ostatnio wszechobecne krytykanctwo USA. Nie żeby nie mieli oni nic za uszami - co to to nie. Problem polega na tym, że często krytykują ludzie, którzy o USA nie mają zielonego pojęcia, coś usłyszą, coś przecztają albo, nie daj boże, spędzą tu miesiąc i myślą, że wiedzą jak tu każdy żyje. Prawda jest taka, że Stany to jest ogroooomny kraj i każde z 50 ich części ma odrobinę inną kulturę, nierzadko ludzi, nawyki, kuchnię, akcent, mieszankę kulturową, problemy. Swoją drogą, wiedzeliście, że Stany są 2 razy większym krajem od całej Europy? (bez Rosji).
Przeciętny Stan jest wielkości europejskiego państwa. To tak jak słyszę, że Europa to czy Europa tamto to zawsze umieram ze śmiechu. Na przykład ponoć Europejczycy są niesamowicie tolerancyjni. I niesamowicie do przodu. I większość z nich jest niewierząca. Albo np. zalegalizowaliśmy trawę. Hmmm, taaaak? A to ci heca! A tak serio to Amerykanie są równie winni generalizowaniu co Europejczycy. I tak samo u nas z niewiedzą. Kto wie, ten wie, ale przeciętny Europejczyk pojęcia zielonego nie ma gdzie jest Oklahoma czy którakolwiek Dakota, a rozmowa o np. Charlotte doprowadza ich do wywracania oczami.
No dobra, przestaję marudzić, obiecuję. W powietrzu unosi się już powoli magia świąt i, szczerze mówiąc, totalnie mi się udzieliła. Wkrótce odpowiem też na swiątecznego TAGa, który przywędrował ode mnie z bloga kotwilki, nie zabraknie też kilka notek o kosmetykach.

Chyba też czas na podsumowanie (u mnie nietestowanego na zwierzętach) kosmetycznego roku 2010, co? Swoją drogą, już od prawie 2 lat nie używam kosmetyków testowanych na zwierzętach, czas szbko leci, nie ma co! A na razie pozdrawiam Was i do usłyszenia (poczytania)!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...