Showing posts with label podróże. Show all posts
Showing posts with label podróże. Show all posts

Sunday, January 1, 2012

Pustynne i semipustynne impresje

Nowy rok imigranta. Ale przynajmniej amerykańska ziemia nie jest mi obcą.

Zauważyłam, że sporo z Was wyraziła zainteresowanie wrażeniami i zdjęciami ze Stanów. Moje pierwsze tygodnie tu były prawdziwą przygodą, tym bardziej, że zwiedzałam pod okiem osoby tu urodzonej, wychowanej i wiecznie podróżującej po tym kraju. Z osobą, która zna kraj od wewnątrz podróżuje się inaczej - znajduje się małe, nieznane turystom miejsca i ukryte szlaki, piękne ale niedocenione widoki, atrakcje o którym nietubylcom się nie śni. Do dziś regularnie przegladam zdjęcia z tych naszych pierwszych szalonych eskapad. Mój ówczesny chłopak, obecnie mąż, bardzo chciał mnie przekonać, że życie w USA jest bajką i chytry człek pokazał mi tylko to co piękne, zachwycające i warte zobaczenia zanim mi się, w bardzo malowniczym miejscu, oświadczył. Spryciarz, co?

Dziś, zaczynając mój kolejny rok tu i zaczynając, mam nadzieję, profesjonalne życie tu, lubię wracać myślą do tych dni kiedy to wszystko to był począatek. Stany przerażały swoim ogromem (matko, dostałam ataku paniki w pierwszym kalifornijskim sklepie!), przyspieszonym trybem życia, mieszanką kulturową itd. Chętnie do tego wracam, żeby zobaczyć jaki postęp zrobiłam od tej pory.

Postanowiłam podzielić się z Wami kolejną porcją zdjęć - tym razem zdjęć krajobrazów typowo pustynnych. Kiedy byłam jeszcze w szkole, pamiętam, że na geografii próbowano nas nauczyć (znaczy wbić nam do łbów metodą zzz ;) różne typy krajobrazów pustynnych i semipustynnych. Nigdy nie mogłam zrozumieć o co chodzi - dla mnie pustynią była Sahara, dużo piasku i nic.

Po przylocie do Stanów Zjednoczonych nagle wszystko stało się jasne. Ilość przeróżnych krajobrazów pustynnych w Stanach jest co najmniej zadziwiająca. Są one szczególnie typowym elementem krajobrazu w stanach takich jak: Nowy Meksyk, Arizona, Nevada, Utah, południowa Kalifornia, partie Teksasu.

Wszystkie zdjęcia zostały zrobione przeze mnie, dlatego są podpisane znakiem wodnym.

Niesamowicie ciekawym zjawiskiem pustynnym jest erozja, która jest powodem wielu dziwnych formacji pustynnych, jak np. Monument Valley w Arizonie:



Co mnie także niesamowicie zdziwiło to różnorodność formacji skalnych oraz odcieni tychże skał:




Co mnie także bardzo zaskoczyło to partie wyglądające jak spalona ziemia (Arizona/ Nevada):







Colorado River, powód wielu obecnych parków narodowych (tak tak, odpowiedzialna także za wydrążenie Wielkiego Kanionu!), zdjęcie wykonane w Utah:








Spora część zdjęś wykonana została z samochodu. Tak, takie widoki można zobaczyć przejeżdżając po autostradzie! Co mnie jednak denerwuje to fakt, że często bardzo trudno się dobrze przyjrzeć, już nie wspominając o zdjęciach.

A tutaj coś odrobinę innego: krajobraz z drzewkami Joshuego (zdjęcie z Południowej Kalifornii). Ponoć te drzewka rosną tylko w 2 partiach świata, w południowej Kalifornii i zdaje się Jerozolimie (ale tu głowy sobie nie dam uciąć):



Mam nadzieję, że podobały Wam się zdjęcia.

Thursday, December 22, 2011

o przeprowadzce słów kilka


Kochani, po pierwsze witam wszystkich nowych Obserwatorów i pozdrawiam starych (w sensie dawnych!) :) Bardzo mi miło wszystkich witać w moich skromnych progach.

Tyle Wam ostatnio smęciłam o przeprowadzce, że postanowiłam opisać wrażenia w kilku słowach. Więc po pierwsze, przeprowadzam się z 1 wzbrzeża na drugie i jazda w poprzek Stanów trwała 5 dni. Po drugie, zrobiliśmy sobie z Małżem malusią jednodniową wycieczkę - prezent i odbiliśmy trochę od trasy do Wielkiego Kanionu. Po trzecie, tyle można by o sposobie podróżowania w Stanach powiedzieć, że chyba zacznę nową serię o podróżach na moim drugim blogu (o emigracji na wesoło). Tu tylko pragnę napomknąć, że kilka zakupów kosmetycynych także okazało się niezbędnych w drodze i mam trochę do opowiedzenia o nich. Także wiem już co kosmetycznego dostanę pod choinkę od Małża i przez tę wiedzę mało się dziś (ekhem ekhem) nie posikałam ze szczęścia ;) No ale o prezentach PO świętach ;)

No to dziś notka nieco inniasta, bo zdjęcia z gatunku podróżniczych.

Wszystkie zdjęcia są zrobione przeze mnie, a nie skradzione z netu (de facto z dzisiaj). W Wielkim Kanionie było pieruńsko zimno, ale bardzo klimatycznie i świątecznie. I zobaczcie co udało nam się sfotografować po drodze - odrobinę dzikiej zwierzyny!



Zdjęcie może wydawać się nieprawdopodobne, ale biorąc pod uwagę fakt, że w Wielkim Kanionie obowiązuje zakaz polowania i że grasują w nim pumy, z dwojga złego rogacizna woli ludzi niż szpony drapieżników - wcale ale to wcale im się nie dziwię ;)Szczerze mówiąc są one tak przyzwyczajone do ludzi, że spokojnie sobie łażą między szlakami.

A tu jeszcze małe zdjęcie z Arizony - słynne wiejące pustkami amerykańskie bezdroża. Czasami da się nie zobaczyć cywilizacji przez wiele wiele mil. Szczerze mówiąc martwi mnie tak modne ostatnio wszechobecne krytykanctwo USA. Nie żeby nie mieli oni nic za uszami - co to to nie. Problem polega na tym, że często krytykują ludzie, którzy o USA nie mają zielonego pojęcia, coś usłyszą, coś przecztają albo, nie daj boże, spędzą tu miesiąc i myślą, że wiedzą jak tu każdy żyje. Prawda jest taka, że Stany to jest ogroooomny kraj i każde z 50 ich części ma odrobinę inną kulturę, nierzadko ludzi, nawyki, kuchnię, akcent, mieszankę kulturową, problemy. Swoją drogą, wiedzeliście, że Stany są 2 razy większym krajem od całej Europy? (bez Rosji).
Przeciętny Stan jest wielkości europejskiego państwa. To tak jak słyszę, że Europa to czy Europa tamto to zawsze umieram ze śmiechu. Na przykład ponoć Europejczycy są niesamowicie tolerancyjni. I niesamowicie do przodu. I większość z nich jest niewierząca. Albo np. zalegalizowaliśmy trawę. Hmmm, taaaak? A to ci heca! A tak serio to Amerykanie są równie winni generalizowaniu co Europejczycy. I tak samo u nas z niewiedzą. Kto wie, ten wie, ale przeciętny Europejczyk pojęcia zielonego nie ma gdzie jest Oklahoma czy którakolwiek Dakota, a rozmowa o np. Charlotte doprowadza ich do wywracania oczami.
No dobra, przestaję marudzić, obiecuję. W powietrzu unosi się już powoli magia świąt i, szczerze mówiąc, totalnie mi się udzieliła. Wkrótce odpowiem też na swiątecznego TAGa, który przywędrował ode mnie z bloga kotwilki, nie zabraknie też kilka notek o kosmetykach.

Chyba też czas na podsumowanie (u mnie nietestowanego na zwierzętach) kosmetycznego roku 2010, co? Swoją drogą, już od prawie 2 lat nie używam kosmetyków testowanych na zwierzętach, czas szbko leci, nie ma co! A na razie pozdrawiam Was i do usłyszenia (poczytania)!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...