Była mowa o prezencie znalezionym pod choinką, a dzisiaj czas na prezenty, które zrobiliśmy sobie sami (albo, jak to mawiają niektórzy, prezenty od poświątecznej wyprzedaży ;):
Mój numer jeden, czyli kubełek:

i dobrej jakości herbatka (jak to mówi mój luby: hippisowska, w zgodzie z naturą, produkowana lokalnie, pochodząaca ze Sprawiedliwego Handlu, z ekologicznej uprawy i inne tego typu sprawy:

Nie wiem jak Wy, ale ja nie mogę porządnie zacząć dnia bez kubka (albo dwóch!) porządnej herbaty. W zasadzie to nie mogę go także zakończyć ani przeżyć bez herbaty ;) Sklepy tu mają naprawdę porządny wybór herbat przeróżnej maści, aromatu, jakości i smaku, w związku z czym na szczęście! człowiek nie musi ograniczać się do badziewnej, produkowanej masowo i wciskającej nam marketingową papkę herbaty typu Lipton czy Tetley. Inne herbaty się aż tak nie reklamują (bądź nie reklamują sie wcale), za to bronią się jakością. Często też posiadają certyfikaty, które są dla mnie wskazówką przy zakupie.
Dla przykładu tu stwierdzenie o ekologiczności samych saszetek:
,
a tu cała masa innych certyfikatów:

Znaczek w środku jest znaczkiem Fair Trade, czyli oznaczeniem, że herbata pochodzi ze Sprawiedliwego Handlu. Osoby zainteresowane Sprawiedliwym Handlem zapraszam tu: Sprawiedliwy Handel, chociaż myślę, że wkrótce pojawi się ode mnie notka na blogu, przybliżająca nieco ideę tego ruchu.
Na koniec coś dla wielbicieli Charliego Browna i Snoopiego:

Prawda, że opakowanie jest słodkie? Tym razem jednak muszę powiedzieć, że dałam się nabrać na opakowanie no i niestety jakość produktu pozostawia wiele do życzenia. Ale przynajmniej ładnie wygląda ;)
No to do następnego razu!
Mój numer jeden, czyli kubełek:

i dobrej jakości herbatka (jak to mówi mój luby: hippisowska, w zgodzie z naturą, produkowana lokalnie, pochodząaca ze Sprawiedliwego Handlu, z ekologicznej uprawy i inne tego typu sprawy:

Nie wiem jak Wy, ale ja nie mogę porządnie zacząć dnia bez kubka (albo dwóch!) porządnej herbaty. W zasadzie to nie mogę go także zakończyć ani przeżyć bez herbaty ;) Sklepy tu mają naprawdę porządny wybór herbat przeróżnej maści, aromatu, jakości i smaku, w związku z czym na szczęście! człowiek nie musi ograniczać się do badziewnej, produkowanej masowo i wciskającej nam marketingową papkę herbaty typu Lipton czy Tetley. Inne herbaty się aż tak nie reklamują (bądź nie reklamują sie wcale), za to bronią się jakością. Często też posiadają certyfikaty, które są dla mnie wskazówką przy zakupie.
Dla przykładu tu stwierdzenie o ekologiczności samych saszetek:
,a tu cała masa innych certyfikatów:

Znaczek w środku jest znaczkiem Fair Trade, czyli oznaczeniem, że herbata pochodzi ze Sprawiedliwego Handlu. Osoby zainteresowane Sprawiedliwym Handlem zapraszam tu: Sprawiedliwy Handel, chociaż myślę, że wkrótce pojawi się ode mnie notka na blogu, przybliżająca nieco ideę tego ruchu.
Na koniec coś dla wielbicieli Charliego Browna i Snoopiego:

Prawda, że opakowanie jest słodkie? Tym razem jednak muszę powiedzieć, że dałam się nabrać na opakowanie no i niestety jakość produktu pozostawia wiele do życzenia. Ale przynajmniej ładnie wygląda ;)
No to do następnego razu!

