Showing posts with label filtry przeciwsłoneczne. Show all posts
Showing posts with label filtry przeciwsłoneczne. Show all posts

Tuesday, January 10, 2012

Kosmetyczne postanowienia noworoczne, czyli wziąć byka za rogi

Postanowienia nie mają sensu, jeśli nie weźmiemy się za nie odpowiednio szybko, na tyle szybko by móc je wcielić w życie. Jedno z wymienionych przeze mnie postanowień jest używać wreszcie filtrów - zwłaszcza teraz, kiedy zaczynam przygodę z Los Angeles, miejscu wiecznego słońca.

Będąc w LA nie sposób nie skorzystać z ich bogatj oferty kosmetycznej przeróżnych sklepów. Ostatnio wspominałam nawet o jednym z moich ulubieńców ostatnich czasów - Trader Joe's. Tam też skierowałam swe kroki:



Zobaczymy jak będzie się sprawować. Dla mnie filtry to nie jest prosta sprawa, nienawidzę ich na twarzy i zazwyczaj nie moszę. Coś jednak jest takiego w tym preparacie, że ładnie się wchłania i nie tłuści mi twarzy. Zapach ładny, migdałowy. Być może nawet wytrwam w postanowieniu regularnej aplikacji. Jeśli tak to na pewno zrecenzuję po dłuższym używaniu.


A tu skład jakby ktoś był zainteresowany (nie jest świetny, wiem).

Lecę powygrzewać się bezkarnie w słońcu! :) (U nas jest samo południe).

Thursday, August 11, 2011

Słońce, słońce

Eeech, w minerałkach najbardziej na świecie nie znoszę dobierania koloru podkładu. Róże to jeszcze przynajmniej zabawa, można kombinować, używać jako cieni, testy podkładów mnie kosztują za dużo nerwów. Po prostu nie mam cierpliwości, bo ilość dostępnych odcieni jest porażająca. Niestety, podczas tego lata siedziałam tyle na słońcu, że zbrązowiałam o naprawdę kilka ładnych tonów - do tego stopnia, że chociaż normalnie kupuję zawsze odcienie fair (nawet nie light, light jest zazwyczaj za ciemny), to obecnie potrzebują coś z przedziału medium. Już nawet złożyłam z ostatnim zamówieniem prośbę o wysłanie mi darmowych próbek podkładów EDM (Everyday Minerals) wraz z moimi różami i pędzelkami (o tym w kolejnej notce), ale wciąż nie mogę się zebrać, aby je wypróbować. Poza tym stosowanie podkładu w taka pogodę jaką ja tu mam (30-39 stopni ciepła) graniczy trochę z szaleństwem - nie wiem czy zrobiłabym czegoś takiego swojej buzi. No ale wkrótce wracam do roboty, a w robocie klima przykręcona jest na maksa i jakoś tez trzeba się prezentować.

W związku z powyższym wpadło mi dziś do głowy, że mam odłożony w pudełku produkt, który w zimie był dla mnie zdecydowanie za ciemny, a który wydaje się być idealny na taką okoliczność: chodzi o Kiss My Face Tinted Moisturizer. 


Kiss My Face Tinted Moisturizer
Dlaczego jest to dobra opcja? Ponieważ nie jest to podkład w dosłownym tego słowa znaczeniu, ale spełnia funkcję quasi - podkładu. Jest to swego rodzaju krem nawilżający, ale nadający kolor ( a przy tym ujednolicający nasz własny). Produkt ten zawiera filtr przeciwsłoneczny i choć jest to zaledwie SPF 8, to - jak dla osoby tak niezdyscyplinowanej jak ja - lepszy krem z marnym filtrem w garści niż filtr z prawdziwego zdarzenia na dachu ;)

Pierwszy raz o tego typu produkcie usłyszałam na Wizaż.pl i byłam bardzo zdziwiona, ponieważ nigdy wcześniej nic mi takiego nie wpadło w oko. Dlatego też gdy, podczas zakupów w Wholefoods, wpadło mi w ręce takie cudo, postanowiłam je wypróbować.

Cena tego wyniosła 10$ = mniej więcj 30 zł. Nie jest to tanio na polskie warunki (na warunki tutaj to całkiem przyzwoicie, bym powiedziała), ale Kiss My Face jest jedną z tych eko nietestujących na zwierzakach firm no i cóż - za takie coś zazwyczaj płaci się tu więcej. Poza tym produkt nie zawiera żadnych składników odzwierzęcych.

Skład: Water, Glyceryl Caprylate, Glyceryl Stearate, PEG - 100 Stearate, Isopropyl Palmitate, Peg - 12 Dimeticone, Polysorbate 60, Kaolin, Ascorbid Acid (Vitamic C), Lecithin, Bentotite, Mica, Iron Dioxide, Sorbic Acid, EDTA, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Phenoxyethanol.

Dodatkowo wyróżniono grupę składników aktywnych: active ingredients
Ethyl Methoxycinnanate 7,5%
Titanum Dioxide 3%

Skład więc wygląda nieco przerażająco, ale powiem szczerze, że nie zamierzam się zrazić - jak pewnie część z Was, która śledzi moje wypowiedzi od pewnego czasu zauważyła, nie jestem purytanką kosmetyki naturalnej i do każdej przesady podchodzę ostrożnie.

Niestety nie mogę za bardzo zrecenzować działania produktu ponieważ dopiero użyłam go 2goi raz w życiu (pierwszy raz musiałam natychmiast zmyć, bo był zdecydowanie za ciemny), dlatego tez przedstawiam Wam go bardziej jako nowinkę i opiszę wrażenia jak go trochę potestuję. Jedyne co mnie nieco wnerwia to to, że teraz jest ociupinkę za jasny, no ale z tym mogę żyć, biorąc pod uwagę, że wszystko inne mnie w tym momencie bieli.

Kupić można go na pewno na www.ebay.com oraz www.amazon.com. Widziałam go także na stronie vitacost.com i to znacznie tańszy, jednak strona ta niestety nie wysyła do Polski :( (Podaję dla osób podczytujących mojego bloga i mieszkających za granicą).
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...