Wczoraj był wnerw, dziś znów notka na wesoło. Grunt to się nie dać wytrącić z równowagi i dalej robić swoje. Notka na wesoło, bo szukanie dobrego nietestowanego zmywacza do paznokci (a raczej czytanie ich etykietek) przyprawiło mnie jakiś czas temu o wybuchy dobrego humoru.
Drogą dygresji: zawsze byłam pełna podziwu czytając recenzje na blogach, gdzie Dziewczyny, po miesiącu używania (żeby można było porządnie ocenić działanie specyfiku) pisały, że kosmetyk do niczego się nie nadaje i że przyprawił je o pryszcze/bóle głowy/wysypkę. Kurcza, chylę kapelusza, mnie by na czyn takiej odwagi chyba stać nie było w imię uczciwej recenzji. Jak coś mi nie pasuje to już nie pasuje, rozstajemy się z delikwentem bez żalu (oddaje w chętne ręce) bądź odstawiam i używam tylko w przypadku ksometycznego SOS, jak już wszystko inne się skończy. Z panem na zdjęciu zawarłam wystarczająco długą znajomość, żeby wiedzieć, że to nie będzie ten jedyny. Zresztą nawet zapchajdziurą nie jest najlepszą, ale serca nie mam go tak już zupełnie zjeżdżać w nagłówku mojego opisu.
Buszując ostatnio po Drogeriach Natura, wpadł mi w oko ten oto cud kosmetyki. Naprawdę, kto by się oparł zapewnieniom producenta, że produkt ten "nawilża i pielęgnuje paznokcie oraz naskórek wokół nich. Pozostawia świeży zapach owoców kiwi"? Do tego wszystkiego na opakowaniu widnieje wielki napisa AROMATHERAPY. Gdybym dopiero zaczynała w kosmetycznym świecie, normalnie pozbyłabym się wszystkich preparatów do skórek (plus może nawet owocowych wód toaletowych, w końcu mam pachnieć świeżymi owocami).
No to rozradowana przyniosłam zabawki do domu i jedziem ściągać z paznokci te ogryzki lakieru, które się tam ostały po podróży samolotem. Pierwsze wrażenia: okropny, przeohydny smród zmywacza. Czyli normalka. Bajki o aromaterapii można od razu zapomnieć, zresztą kto o zdrowych zmysłach odważy się umieścić coś takiego na pudełku od zmywacza? Na kiwi to ten zmywacz nawet nie rzucił okiem. Nic to, myślę i ochoczo zabieram się do właściwego zajęcia - zmywania rzeczonego lakieru. I tutaj nie ma się czym zachwycać, robota jest jak oranie pola w czasach pańszczyźnianych - żmudna, trudno i za licho nieopłacalna. Można się tylko umorusać i namachać, a lakier i tak swoje. Zaliczyłam także marnotrawstwo zasobów, bo niezbędny był wacik za wacikiem i nasączalstwo od podstaw, bo ze zmywaniem to marnie, marnie. No i ten obiecany efekt pielęgnujący - chyba w ogóle pozostawię bez komentarza, ktoś się tam chyba naczytał jakiś opowiastek science - fiction. Zmywacza zmuszona jestem używać znacznie dłużej, niż bym sobie tego życzyła - brak zasobów, niestety - ale gdyby dało się tego uniknąć...
Przyczepię się też do polityki nietestowania na zwierzętach - jest na naszej wątkowej liście ( na wizaż.pl) jako firma nietestująca na zwierzętach, jednak po wejściu na stronę nie ma o tym ani jednego słowa. Domyślam się, że informacja pochodzi z korespondencji z firmą, ale nie wiem jak mam się ustosunkować do ich słowa pisanego po przeczytaniu zapewnień o świeżych owocach kiwi. Taaa.
żeby nie było tak całkiem źle, to uczciwie napiszę, że nie jest to najgorszy zmywacz, jaki miałam, co najmniej kilka w podobnej kategorii już zaliczyłam, ale to chyba jedyne dobre, co mogę o nim powiedzieć. Zdecydowanie bardziej podszedł mi truskawkowy zmywacz Sensique, o którym pisałam w innej notce.
Drogą dygresji: zawsze byłam pełna podziwu czytając recenzje na blogach, gdzie Dziewczyny, po miesiącu używania (żeby można było porządnie ocenić działanie specyfiku) pisały, że kosmetyk do niczego się nie nadaje i że przyprawił je o pryszcze/bóle głowy/wysypkę. Kurcza, chylę kapelusza, mnie by na czyn takiej odwagi chyba stać nie było w imię uczciwej recenzji. Jak coś mi nie pasuje to już nie pasuje, rozstajemy się z delikwentem bez żalu (oddaje w chętne ręce) bądź odstawiam i używam tylko w przypadku ksometycznego SOS, jak już wszystko inne się skończy. Z panem na zdjęciu zawarłam wystarczająco długą znajomość, żeby wiedzieć, że to nie będzie ten jedyny. Zresztą nawet zapchajdziurą nie jest najlepszą, ale serca nie mam go tak już zupełnie zjeżdżać w nagłówku mojego opisu.
Buszując ostatnio po Drogeriach Natura, wpadł mi w oko ten oto cud kosmetyki. Naprawdę, kto by się oparł zapewnieniom producenta, że produkt ten "nawilża i pielęgnuje paznokcie oraz naskórek wokół nich. Pozostawia świeży zapach owoców kiwi"? Do tego wszystkiego na opakowaniu widnieje wielki napisa AROMATHERAPY. Gdybym dopiero zaczynała w kosmetycznym świecie, normalnie pozbyłabym się wszystkich preparatów do skórek (plus może nawet owocowych wód toaletowych, w końcu mam pachnieć świeżymi owocami).
No to rozradowana przyniosłam zabawki do domu i jedziem ściągać z paznokci te ogryzki lakieru, które się tam ostały po podróży samolotem. Pierwsze wrażenia: okropny, przeohydny smród zmywacza. Czyli normalka. Bajki o aromaterapii można od razu zapomnieć, zresztą kto o zdrowych zmysłach odważy się umieścić coś takiego na pudełku od zmywacza? Na kiwi to ten zmywacz nawet nie rzucił okiem. Nic to, myślę i ochoczo zabieram się do właściwego zajęcia - zmywania rzeczonego lakieru. I tutaj nie ma się czym zachwycać, robota jest jak oranie pola w czasach pańszczyźnianych - żmudna, trudno i za licho nieopłacalna. Można się tylko umorusać i namachać, a lakier i tak swoje. Zaliczyłam także marnotrawstwo zasobów, bo niezbędny był wacik za wacikiem i nasączalstwo od podstaw, bo ze zmywaniem to marnie, marnie. No i ten obiecany efekt pielęgnujący - chyba w ogóle pozostawię bez komentarza, ktoś się tam chyba naczytał jakiś opowiastek science - fiction. Zmywacza zmuszona jestem używać znacznie dłużej, niż bym sobie tego życzyła - brak zasobów, niestety - ale gdyby dało się tego uniknąć...
Przyczepię się też do polityki nietestowania na zwierzętach - jest na naszej wątkowej liście ( na wizaż.pl) jako firma nietestująca na zwierzętach, jednak po wejściu na stronę nie ma o tym ani jednego słowa. Domyślam się, że informacja pochodzi z korespondencji z firmą, ale nie wiem jak mam się ustosunkować do ich słowa pisanego po przeczytaniu zapewnień o świeżych owocach kiwi. Taaa.
żeby nie było tak całkiem źle, to uczciwie napiszę, że nie jest to najgorszy zmywacz, jaki miałam, co najmniej kilka w podobnej kategorii już zaliczyłam, ale to chyba jedyne dobre, co mogę o nim powiedzieć. Zdecydowanie bardziej podszedł mi truskawkowy zmywacz Sensique, o którym pisałam w innej notce.


