Showing posts with label ekologia. Show all posts
Showing posts with label ekologia. Show all posts

Thursday, February 23, 2012

Ekologiczny dom - kilka przepisów i pomysłów

Po serii kilku postów - recenzji, dziś powrót do moich ulubionych ostatnio tematów, czyli bardziej w stronę eko. Szukałam na internecie przepisów nieskomplikowanych, powszechnie dostępnych i niekoniecznie męczących. Wydaje mi się, że znalazłam parę ciekawostek.

Zdjęcie z: http://www.green-house-cleaning-tips.com/


1. Czyszczenie luster i okien. Podobno w tym celu świetnie sprawdza się mieszanka spirytusu salicylowego i hydrolatu oczarowego. Inna rada - rozpuszczenie 4 lyżek soku z cytryny w 2 litrach wody (porada pochodzi z tej strony).

2. środek konserwujący drewno i nadający mu piękny połysk: mieszanka oliwy z oliwek i soku z cytryny w proporcjach 2:1. (Przepis pochodzi z tej samej strony).

3. Pleśń w łazience. Zmieszaj wodę utlenioną z wodą (proporcje 1:2) w butelce ze sprayem i rozpyl na zaatakowane powierzchnie. Poczekaj przynajmniej 1 godzinę zanim spłuczesz. Przepis pochodzi ze strony http://eartheasy.com/live_nontoxic_solutions.htm

4. Czyszczenie deski do krojenia: oczyść deskę świeżym plasterkiem cytryny. W przypadku większych plam pozostaw na desce sok z cytryny na przynajmniej 10 minut. Przepis pochodzi z tej samej strony

5. Czyszczenie plam po herbacie w szklankach. Po prostu nanieś trochę octu na gąbkę w trakcie zmywania. Porada pochodzi z tej samej strony, co dwie powyższe.

6. Zapobieganie zapychania zlewozmywaków/zapobiegawcze udrożnianie: co tydzień wlewaj do odpływu 1 szklankę octu i pół szklanki sody. Przepis pochodzi z http://earthnotes.tripod.com/clnrecipes.htm#sinkstubs

7. Bardzo delikatny odświeżacz powietrza w kuchni: włóż do garnka z zimną wodą kilka plasterków owoców cytrusowych: cytryny, pomarańczy albo grejpfruta. Części owoców można mieszać. Delikatnie gotuj na maleńkim ogniu dopóki nie uzyskasz delikatnego zapachu w powietrzu. Porada pochodzi także z tej strony, co porada powyżej.

Miłej zabawy z wypróbowywaniem! :)


Saturday, February 11, 2012

Nietestowany na zwierzętach dom

Nietestowane na zwierzętach środki czyszczące

Dziś się wyłamię nieco z mojej zasady i po raz pierwszy opublikuję produkty, opierając się na nie swoich własnych poszukiwaniach, a na poszukiwaniach Dziewcząt z wątku o Bezpiecznych Firmach (czyli nie testujących na zwierzętach) z wizaż.pl. Powodem jest fakt, że takie mini śledztwa przeprowadziłam już w Stanach i tam dokładnie wiem, których produktów mogę używać, a których mam bezwzględnie unikać. Dlatego dzisiejszy wpis dedykuję im (im- Dziewczętom z wątku) w podzięce za ich pracę i wytrwałość :* 


Na zdjęciu widać używane przeze mnie produkty chemii gospodarczej:

 a) uniwersalny płyn do mycia firmy Frosch, do dostania we wszystkich większych supermarketach. Używam go do mycia łazienki, podłóg, kafelek, zlewozmywaków. Dobrze czyści i ma przyjemny zapach.
 b) plyn do mycia naczyń Gold Drop, wersja eco. Droższy od normalnej wersji, także do dostania w większych supermarketach. Gold Drop jest polską firmą z Limanowej, z ekologicznym ukierunkowaniem.
 c) mydełko do odplamiania Dr Beckmann. Mydełko nakładamy na plamę i zostawiamy na jakiś czas zanim wypierzemy rzecz. Ja zostawiam na ok. 1 dzień. Szczerze mówiąc nie wiem gdzie można je znaleźć, zastałam je w łazience już po przylocie. Edit: dziś znalazłam je (oraz wiele pokrewnych produktów Dr Beckmann) w Piotrze i Pawle


Rzecz, którą zamierzam wypróbować: orzechy piorące. Słyszałam dużo sprzeczynych opinii na ich temat, myślę, że czas się samej o tym przekonać.

***************

Kochani, z powodu burzy, która rozpętała się ostatnio na blogach urodowych chciałabym wtrącić też swoje przemyślenia. Dla tych, którzy nie wiedzą o co chodzi, myślę, że najlepiej na swoim blogu ujęła sprawę Urban Warrior - klik.

Nie współpracuję z żadną firmą ani nie mam w planach żadnej współpracy. Nie założyłam bloga z takim zamysłem. Mój blog powstał w powodu rozgoryczenia niemożnością znalezienia czegokolwiek o kosmetykach nietestowanych na zwierzętach. 

Jestem osobą, która nie zgadza się z frontem wojujących (sporo osób w organizacjach praw ochrony zwierząt jest dość agresywnych w swoich poczynaniach) ani z frontem olewających (i tak sama nic nie zmienię, więc po co zaczynać). W związku z tym nie mogłam sobie za bardzo w blogowym internecie znaleźć miejsca. Założyłam bloga, bo miałam wrażenie, że brakuje takiej alternatywnej opcji w blogosferze. Chciałam pokazać, że wybieranie opcji nietestowanych na zwierzętach, ekologicznych (albo chociaż ekologiczniejszych), popierających idee Sprawiedliwego Handlu, omijających szerokim łukiem oligarchiczne molochy kosmetyczne (śmiejcie się, ale kilka koncernów trzyma w garści większość kosmetycznych rynków świata, mnie się to nie podoba) nie jest trudne ani bezsensowne. Nietrudno zauważyć, że na moim blogu prawie nie ma recenzji, bo nie do końca czuję się uprawniona do recenzowania produktów. Po prostu pokazuję aternatywne opcje.

 Nie będę się zarzekać, że nigdy, przenigdy nie przetestuję niczego co mi będzie ofiarowane do przetestowania, bo prawdę mówiąc różnie się w życiu toczy. Nawet jeśli coś takiego nastąpi, prawdopodobnie nie zdecydowałabym się na współpracę z firmami polskimi, bo po pierwsze nie podoba mi się to jak wiele z nich traktuje 'współprace' i w ogóle klienta, a po drugie nie wiem czy mogłabym współpracować z jakąkolwiek firmą, która nie jest otwarcie firmą nietestującą na zwierzętach, wyczerpująco odpowiadającą na wszelkie pytania zadane w mailach, umiejącą się wykazać dokumentacją że nie skupiają składników od jakichkolwiek labolatoriów testujących na zwierzętach i będącą dumną z takiego nastawienia (jak Lush czy Everyday Minerals, których odpowiedzi mailowe tym bardziej zachęciły mnie do zakupów). Na chwilę obecną takich firm w Polsce nie widzę (może poza kilkoma chlubnymi wyjątkami), a standard customer care (obsługi klienta) w Stanach postawił moją poprzeczkę niezwykle wysoko. 

No nic, to tyle ode mnie. Mam nadzieję, że post o dostępnych środkach chemii gospodarczej pomoże niektórym z Was :)

Thursday, February 2, 2012

Certyfikaty o ekologiczności i nietestowaniu na zwierzętach

Od dawna interesuję się kupowaniem kosmetyków nietestowanych na zwierzętach, od niedawna interesuję się kosmetyką naturalną. A przynajmniej jak najnaturalniejszą. Czemu by nie połączyć jednego z drugim?



Szukanie kosmetyków nie testowanych na zwierzętach, a już zwłaszcza sprawdzanie czy nie ma o nich jakiś kontrowersji i czy nie zostały one aby na pewno wykupionego przez jednego z kosmetycznych dyktatorów może doprowadzić człowieka niekiedy do palpitacji serca (a bardziej niż nierzadko zeżreć mu kilka wieczorów). Czytanie etykietek kosmetyków także przypomina broczenie po omacku w obcym języku i tłumaczenie zawiłego tekstu, dlatego bardzo chętnie sięgam po zaufane listy i certyfikaty, które odwaliły cała brudną robotę za mnie i do tego jeszcze mają większą wiarygodność niż nierzadko pisane przez kompletnych laików strony internetowe. (I nie to, żebym uważała siebie za nielaika, broń Boże, ale przynajmniej staram się zawsze szukać, czytać i sprawdzać a nie tylko powtarzać zasłyszane przypadkowo informacje).

Na stronę o certyfikatach wpadłam przez przypadek, ale przypadła mi do gustu ze względu na to, że zgrabnie zbiera w 1 miejscu informacje o większości organizacji certyfikujących i że dla głodnych wiedzy podaje linka do strony tejże organizacji. Tym samym skraca mi to wydatnie proces szukania i porównywania.

Większość informacji w tej notce pochodzi ze strony http://www.zdrowe-kosmetyki.pl/certyfikaty.phphttp://www.bentleyorganic.pl/ecogarantie,136,l1.html,  oraz stron danej organizacji. Wszystkie pokazane na stronie certyfikaty są certyfikatami o ekologiczności kosmetyków, chociaż niektóre wymagania mają nieco inne.

Moimi ulubionymi certyfikatami są oczywiście te, które wymagają aby dany produkt nie był testowany na zwierzętach w żadnej fazie produkcji (ani gotowy produkt, ani ich formuły czy składniki). Takimi certyfikatami są BDIH oraz IHTK.



Największą pewność co do testowania na zwierzętach daje certyfikat IHTK. Zgodnie ze stroną http://www.zdrowe-kosmetyki.pl/certyfikaty.php, certyfikat ten wymaga:

  • od fazy projektowej poprzez produkcję, aż do gotowego produktu nie bę wykonywane żadne testy na zwierzętach
  • nie będą stosowne żadne surowce, które zostały po raz pierwszy przetesowane na zwierzętach po 01.01.1979
  • zastosowanie nie znajdą surowce, których zdobycie wiązało się z męczeniem zwierząt lub ich uśmierceniem (np. olej z norki, olej z kaszalota, olej z żółwia). Wyjętek stanowią substancje pochodzące od Žywych zwierząt: wosk pszczeli, miód, mleko, lanolina
  • zakaz współpracy z firmami, które przeprowadzają testy na zwierzętach lub zamawiają w innych laboratoriach.
Oich pozytywnej działalności na rzecz zaprzestania testowania na zwierzętach w kosmetyce można także poczytać trochę TU

Kolejnym certyfikatem, który z mojego punktu widzenia jest szalenie ważny i bardzo jakościowy, jest certyfikat BDIH. Jedne z najważniejszych dla mnie ich wymagań to to, żeby przez cały cykl produkcji żadne ze składników nie były testowane na zwierzętach, nie były stosowane substancje pochodzące z uboju zwierząt, proces wytwarzania produktu był bezpieczny dla środowiska i takie też były opakowania.


Listę wszytskich producentów posiadających wyżej wymieniony certyfikat można znaleźć TU.


Poza różnymi wymogami dotyczącymi ekologiczności produktów (takich jak przynajmniej 95% procent użytych surowców roślinnych musi pochodzić z upraw biologicznych, nie wolno stosować sztucznych barwników oraz substancji zapachowych, zakaz stosowania parabenów, PEGów czy sylikonów), o testowaniu na zwierzętach wspomina też COSMEBIO. Niestety strony internetowa cosmebio istnieje tylko w języku francuskim, w związku z czym nie byłam w stanie doczytać uszczegółowienia tych ogólnych wskazówek. Zainteresowanych odsyłam TUTAJ

Jednym z najbardziej znanych i popularnych certyfikatów jest certyfikat Ecocert. Pomimo, że cenię sobie tego typu certyfikat (którego dokładne wymogi można sobie doczytać TUTAJ), osobiście przeszkadza mi fakt, że dla zdobycia tego certyfikatu wystarczy aby końcowy produkt nie był przetestowany na zwierzętach. Przeszkadza mi to tym bardziej, że zdarzyło mi się kilka razy dostać odpowiedź mailową na odczepnego od producentów, którzy na pytanie o testowanie produktów i składników oraz na to, czy wymagają przedstawienia pisemnej dokumentacji od dostawców surowców, że surowce te nie są testowane na zwierzętach, odpowiedź: przecież mamy certyfikat EcoCert. No i, przepraszam bardzo, CO w związku z tym? Poza faktem że ewidentnie nie chce się panu odpowiedzieć na moje pytania? 


O nietestowaniu na zwierzętach wspomina także Eco Garantie. Zgodnie ze stroną http://www.bentleyorganic.pl/ecogarantie,136,l1.html, certyfikat ten jednym z najbardziej restrykcyjnych, regularnie sprawdzany i poświadczany przez belgijski Ecocert. Jednak po głębszym wczytaniu się w ich stronę internetową, bardzo trudno powiedzieć mi cokolwiek o ich restrykcyjności, jako że warunki wymienione na stronie są sprecyzowane co najmniej okólnikowo (maksymalizacja biodegradowalności? ograniczone użycie szkodliwych minerałów? użycie tak wielu organicznych roślin jak to możliwe?). Do tego po dokładniejszym wczytaniu się w ich politykę można dostrzec, że zakaz testowania na zwierzętach obejmuje tylko i wyłącznie końcowy produkt.  O tym można sobie doczytać TU Dla mnie jest więc to wątpliwej wartości certyfikat (przypominam, że zakaz testowania końcowych produktów obejmuje już wszystkie firmy unijne, nie tylko firmy ekologiczne).





Eco Garantie nie jest więc dla mnie żadną eko gwarancją. 


Ostatnim certyfikatem, który jest dość znany w środowisku osób używających kosmetyków naturalnych jest NaTrue. Na True jest moim zdaniem apoteozą chaosu. Ich system 3 różnych oznaczeń przy trzech różnych stopniach ekologiczności wprawia mnie w niemałe zakłopotanie i jak dla mnie wprowadza niepotrzebny bałagan. Ich stwierdzenie na stronie, że produkty nie mogą być testowane na zwierzętach także nie rozwiewa moich wątpliwości dotyczących etapu produkcji, tak więc jako wiarygodny certyfikat o nietestowaniu na zwierzętach odpada. 



Sunday, January 29, 2012

Naturalna rewolucja, czyli zdrowie z prostych rozwiązań

Kochani moi, wybaczcie tak długie porzucenie Was na blogu. Powodów było kilka i jeden niestety przykry bardzo, który doprowadził mnie aż do wskoczenia do samolotu i przylotu do Polski. A tu naszło mnie wiele myśli,  wiele niezbyt pozytywnych.

Copyright (c) http://www.123rf.com 123RF Stock Photos
Postanowiłam zmienić styl życia o 180 stopni. Nie, bez wielkich planów i rocznych rozwiązań logistycznych na miarę ogromnej organizacji, tylko od teraz, bez oszukiwania siebie. Brzmi durnie, naiwnie, prawda? Coraz więcej o tym (tym = ekologii, zdrowym gotowaniu, składnikach jedzenia i kosmetyków, Sprawiedliwym Handlu) czytam. Zamierzam też po powrocie do domu (czyli do Stanów), jeśli wszystko w domu dobrze się skończy, zacząć sadzić własne warzywa, przynajmniej niektóre. A przynajmniej własne przyprawy, bo to można posadzić w doniczce. Od złej wiadomości, które dostałam z domu, zmieniłam bez szemrania:

a) rzuciłam picie jakichkolwiek gotowych napoi, zwłaszcza coli. Od 2 tygodni nawet nie mrugnęłam, a od lat byłam przywyczajona do coli i niby nie mogłam się pozbyć nałogu. Nie wypiję niczego co ma super hiper kolor i krzyczy nalepką wypij mnie.

b) nie palę, ale w ogóle nie przesiaduję też w towarzystwie osób które są w trakcie palenia. Nie w imię bycia uprzejmej

c) czytam etykietki w sklepie. Kochani, czytajcie co kupujecie. To jest naprawdę przerażająace. Ostatnio byłam z siostrą w jednym ze sklepów i obie kupowałyśmy przyprawy. Ja: kurkuma, kumin, pieprz, oregano itp, ona jedną z mieszanek smakowych (dodatek do zup czy sałatek), bo ona takie "suszone warzywa" lubi. Odwróciłam torebkę i przeczytałam głośno. Skład: sól, monoglutaminian sodu (tzw. MSG, niemalże zakazane już w Stanach (nagonka trwa) i na których punkcie ludzie mają fioła bo podobno zostało wykazane, że jest to substancja szkodliwa, uzależniająca, a w restauracjach podawana dla zwiększenia apetytu i powodująca, że klienci więcej zjedzą - czyli restauracje więcej zarobią), 7% suszonych warzyw. 7% suszonych warzyw! Siostra odłożyła przyprawę na półkę, ale we mnie wezbrała złość.

d) koniec z kupowanym w torebkach jedzeniem, jakimkolwiek. Ja, osoba, która całe życie jadła przypadkowo i co jej w ręce wpadło zaczęła gotować sama i od podstaw. Bo ja po prostu straciłam wiarę w sens kupowania czegokolwiek co nie jest jedno- względnie dwuskładnikowe. Nie oszczędzam na jedzeniu.

e) na chwilę obecną używam prawie tylko i wyłącznie pielęgnacji naturalnej bądź semi- naturalnej. Czy tak zostanie na stałe to nie wiem, ale po co wywoływać wilka z lasu?

Patrzę po mojej rodzinie i załamuję ręce. Jak człowiek jest młody i głupi to myśli, że na wszystko ma czas, że może zacząć o siebie dbać później, że nic złego nie spotka jego. A potem sięga 30 i prawie w każdej rodzinie znajomych jest ktoś dotknięty jedną z tak zwanych chorób cywilizacyjnych. Przecież sporo z nich nie bierze się z powietrza (no, czasami to może i bierze z tego czystego, świeżego powietrza :> ), tylko z warunków: środowiskowych, jedzeniowych, sportowych. Dlatego postanowiłam od dziś przekonywać Rodzinę, żeby kupowała tylko biodegradowalne płyny do naczyń i ustawiała zmywarkę tylko na tryb eko. Tylu ludzi twierdzi, że mają w nosie ochronę środowiska, po co im to. A potem leżąc na łóżku szpitalnym też się nie zastanawiają, że kto wie co by było gdyby każdy dołożył swoją cegiełkę w naprawie świata.

Czy nagonka na parabeny, SLSy, PEGi, ftaleny itp. ma sens? Czy naprawdę są to związki rakotwórcze? Tego nie wiem, ale wiem, że nie chcę tego sprawdzać na sobie.

Wednesday, August 17, 2011

Ekologiczne oczyszczanie i czyszczenie

Notka dziś nieco odmienna, ponieważ zainspirowały mnie do niej moje wojaże po googlach. Z początku notka miała być o hydrolatach, ale podczas szukania i czytania co w trawie piszczy trafiłam przez przypadek na pewną ciekawostkę w necie. Otóż całe moje wielkie poszukiwania zapoczątkowała chęć znalezienia czegoś takiego jak Biochemia Urody w Stanach (zazwyczaj wszystkie nowości tego typu w Polsce przychodzą do nas z  zagranicy i jeśli znajdę coś u nas, to jestem w stanie znaleźć to gdzieś indziej). Oczywiście znalazłam tonę stron z hydrolatami, olejami, masłami, maseczkami, składnikami kosmetyków... poza myjącym olejkiem pomarańczowym z BU, który kocham pasjami. To z kolei zainspirowało mnie do tego, żeby poszukać co nieco o czyszczących olejkach.... ;)




Okazało się, że czysty olejek pomarańczowy jest tutaj bardzo popularny i można znaleźć mnóstwo jego zastosowań. Oto co znalazłam:

- czysty stężony olejek pomarańczowy jest na tyle silny, że może nawet wyżreć plastik. Dlatego też odrobinę rozcieńczony można z powodzeniem stosować jako środek czyszczący takie upierdliwe osady jak osady na grillu, kuchenkę, zabrudzone podłogi i kafelki. I wszystko to całkowicie naturalnym środkiem, otrzymywanym ze skórki pomarańczowej!

- jako środek polerujący i czyszczący do drewna - no w końcu jest to też olejek, czyli drewna nie rysuje ;)

- mycie olejkiem pomarańczowym może pomóc pozbyć się insektów typu mrówki w nietoksyczny sposów. One nie znoszą tego zapachu

- podobno pomaga pozbyć się klejących powierzchni po odklejeniu nalepek z przedmiotów - pewnie wszystkie znamy ten problem kiedy to po odklejeniu czegoś z opakowania (np ceny), wszystko klei nam się do palców

- w aromaterapii jako środek antyzapalny, poprawiający humor (na depresję czy chandrę), znalazłam nawet jego zastosowanie jako afrodyzjak :D (pamiętajmy jednak, że do wszystkich tych rzeczy należy używać roztworu olejku pomarańczowego z innymi substancjami, np. z innymi olejkami)

Ale to jeszcze nic, drogie Panie, okazuje się, że olejek pomarańczowy może być dobrym i ciekawym komponentem wszelkiego rodzaju kosmetyków oczyszczających naszą buzię. Sama buszując po internecie znalazłam co najmniej kilka przepisów na tego typu specyfiki, tu chciałabym zaproponować Wam jeden z najprostszych:

Przepis na pomarańczowy olejek oczyszczający:

4 łyżki olejku ze słodkich migdałów
4 łyżki oliwy z oliwek
1 łyżeczka do herbaty vitaminy E w oleju
10 kropelek czystego olejku pomarańczowego

Składniki przelewamy do szklanej buteleczki, wstrząsamy kilkakrotnie i..gotowe! Na twarz można nakładać przy pomocy delikatnej szmatki.
Przepis pochodzi ze strony http://dailydelights.sheknows.com/articles/823915/how-to-make-homemade-facial-cleanser

Ekologiczny środek czyszczący, środek poprawiający humor, afrodyzjak i mleczko oczyszczające w jednym? Ja w to wchodzę bez wahania! :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...