Kochani moi, wybaczcie tak długie porzucenie Was na blogu. Powodów było kilka i jeden niestety przykry bardzo, który doprowadził mnie aż do wskoczenia do samolotu i przylotu do Polski. A tu naszło mnie wiele myśli, wiele niezbyt pozytywnych.
Postanowiłam zmienić styl życia o 180 stopni. Nie, bez wielkich planów i rocznych rozwiązań logistycznych na miarę ogromnej organizacji, tylko od teraz, bez oszukiwania siebie. Brzmi durnie, naiwnie, prawda? Coraz więcej o tym (tym = ekologii, zdrowym gotowaniu, składnikach jedzenia i kosmetyków, Sprawiedliwym Handlu) czytam. Zamierzam też po powrocie do domu (czyli do Stanów), jeśli wszystko w domu dobrze się skończy, zacząć sadzić własne warzywa, przynajmniej niektóre. A przynajmniej własne przyprawy, bo to można posadzić w doniczce. Od złej wiadomości, które dostałam z domu, zmieniłam bez szemrania:
a) rzuciłam picie jakichkolwiek gotowych napoi, zwłaszcza coli. Od 2 tygodni nawet nie mrugnęłam, a od lat byłam przywyczajona do coli i niby nie mogłam się pozbyć nałogu. Nie wypiję niczego co ma super hiper kolor i krzyczy nalepką wypij mnie.
b) nie palę, ale w ogóle nie przesiaduję też w towarzystwie osób które są w trakcie palenia. Nie w imię bycia uprzejmej
c) czytam etykietki w sklepie. Kochani, czytajcie co kupujecie. To jest naprawdę przerażająace. Ostatnio byłam z siostrą w jednym ze sklepów i obie kupowałyśmy przyprawy. Ja: kurkuma, kumin, pieprz, oregano itp, ona jedną z mieszanek smakowych (dodatek do zup czy sałatek), bo ona takie "suszone warzywa" lubi. Odwróciłam torebkę i przeczytałam głośno. Skład: sól, monoglutaminian sodu (tzw. MSG, niemalże zakazane już w Stanach (nagonka trwa) i na których punkcie ludzie mają fioła bo podobno zostało wykazane, że jest to substancja szkodliwa, uzależniająca, a w restauracjach podawana dla zwiększenia apetytu i powodująca, że klienci więcej zjedzą - czyli restauracje więcej zarobią), 7% suszonych warzyw. 7% suszonych warzyw! Siostra odłożyła przyprawę na półkę, ale we mnie wezbrała złość.
d) koniec z kupowanym w torebkach jedzeniem, jakimkolwiek. Ja, osoba, która całe życie jadła przypadkowo i co jej w ręce wpadło zaczęła gotować sama i od podstaw. Bo ja po prostu straciłam wiarę w sens kupowania czegokolwiek co nie jest jedno- względnie dwuskładnikowe. Nie oszczędzam na jedzeniu.
e) na chwilę obecną używam prawie tylko i wyłącznie pielęgnacji naturalnej bądź semi- naturalnej. Czy tak zostanie na stałe to nie wiem, ale po co wywoływać wilka z lasu?
Patrzę po mojej rodzinie i załamuję ręce. Jak człowiek jest młody i głupi to myśli, że na wszystko ma czas, że może zacząć o siebie dbać później, że nic złego nie spotka jego. A potem sięga 30 i prawie w każdej rodzinie znajomych jest ktoś dotknięty jedną z tak zwanych chorób cywilizacyjnych. Przecież sporo z nich nie bierze się z powietrza (no, czasami to może i bierze z tego czystego, świeżego powietrza :> ), tylko z warunków: środowiskowych, jedzeniowych, sportowych. Dlatego postanowiłam od dziś przekonywać Rodzinę, żeby kupowała tylko biodegradowalne płyny do naczyń i ustawiała zmywarkę tylko na tryb eko. Tylu ludzi twierdzi, że mają w nosie ochronę środowiska, po co im to. A potem leżąc na łóżku szpitalnym też się nie zastanawiają, że kto wie co by było gdyby każdy dołożył swoją cegiełkę w naprawie świata.
Czy nagonka na parabeny, SLSy, PEGi, ftaleny itp. ma sens? Czy naprawdę są to związki rakotwórcze? Tego nie wiem, ale wiem, że nie chcę tego sprawdzać na sobie.
![]() |
| Copyright (c) http://www.123rf.com 123RF Stock Photos |
a) rzuciłam picie jakichkolwiek gotowych napoi, zwłaszcza coli. Od 2 tygodni nawet nie mrugnęłam, a od lat byłam przywyczajona do coli i niby nie mogłam się pozbyć nałogu. Nie wypiję niczego co ma super hiper kolor i krzyczy nalepką wypij mnie.
b) nie palę, ale w ogóle nie przesiaduję też w towarzystwie osób które są w trakcie palenia. Nie w imię bycia uprzejmej
c) czytam etykietki w sklepie. Kochani, czytajcie co kupujecie. To jest naprawdę przerażająace. Ostatnio byłam z siostrą w jednym ze sklepów i obie kupowałyśmy przyprawy. Ja: kurkuma, kumin, pieprz, oregano itp, ona jedną z mieszanek smakowych (dodatek do zup czy sałatek), bo ona takie "suszone warzywa" lubi. Odwróciłam torebkę i przeczytałam głośno. Skład: sól, monoglutaminian sodu (tzw. MSG, niemalże zakazane już w Stanach (nagonka trwa) i na których punkcie ludzie mają fioła bo podobno zostało wykazane, że jest to substancja szkodliwa, uzależniająca, a w restauracjach podawana dla zwiększenia apetytu i powodująca, że klienci więcej zjedzą - czyli restauracje więcej zarobią), 7% suszonych warzyw. 7% suszonych warzyw! Siostra odłożyła przyprawę na półkę, ale we mnie wezbrała złość.
d) koniec z kupowanym w torebkach jedzeniem, jakimkolwiek. Ja, osoba, która całe życie jadła przypadkowo i co jej w ręce wpadło zaczęła gotować sama i od podstaw. Bo ja po prostu straciłam wiarę w sens kupowania czegokolwiek co nie jest jedno- względnie dwuskładnikowe. Nie oszczędzam na jedzeniu.
e) na chwilę obecną używam prawie tylko i wyłącznie pielęgnacji naturalnej bądź semi- naturalnej. Czy tak zostanie na stałe to nie wiem, ale po co wywoływać wilka z lasu?
Patrzę po mojej rodzinie i załamuję ręce. Jak człowiek jest młody i głupi to myśli, że na wszystko ma czas, że może zacząć o siebie dbać później, że nic złego nie spotka jego. A potem sięga 30 i prawie w każdej rodzinie znajomych jest ktoś dotknięty jedną z tak zwanych chorób cywilizacyjnych. Przecież sporo z nich nie bierze się z powietrza (no, czasami to może i bierze z tego czystego, świeżego powietrza :> ), tylko z warunków: środowiskowych, jedzeniowych, sportowych. Dlatego postanowiłam od dziś przekonywać Rodzinę, żeby kupowała tylko biodegradowalne płyny do naczyń i ustawiała zmywarkę tylko na tryb eko. Tylu ludzi twierdzi, że mają w nosie ochronę środowiska, po co im to. A potem leżąc na łóżku szpitalnym też się nie zastanawiają, że kto wie co by było gdyby każdy dołożył swoją cegiełkę w naprawie świata.
Czy nagonka na parabeny, SLSy, PEGi, ftaleny itp. ma sens? Czy naprawdę są to związki rakotwórcze? Tego nie wiem, ale wiem, że nie chcę tego sprawdzać na sobie.

